sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 9

Rano obudziło mnie promienie słońca, wpadające do mojego pokoju przez okno. Jak na marzec była naprawdę zachwycająca pogoda. Wstałam i spojrzałam w lustro.  Wyglądałam koszmarnie. Opuchnięte oczy, cała blada, a moje włosy sterczały w każdą stronę. Po dłuższej chwili jakoś uporałam się z moim wyglądem.  Założyłam siwą, rozkloszowaną spódniczkę, czarne rajstopy, białą bluzeczkę i mój ulubiony czarny, rozpinany sweterek. Włosy związałam w kucyk,  worki pod oczami zatuszowałam korektorem, rzęsy umalowałam tuszem i tradycyjnie mój ulubiony brzoskwiniowy błyszczyk.  Jeszcze tylko szybciutko pościeliłam łóżko i zeszłam na dół.
Magda robiła śniadanie. Pomogłam jej.  Po śniadaniu poszliśmy do kościoła, tak jak obiecałam. Obiecałam, że jak Anna będzie zdrowa to pójdę, no tak. Nie przepadam za niedzielą według mnie zawsze jest taka nudna.  Ale dzisiaj mogło być inaczej,  postanowiłam odwiedzić siostrę. Chciałam żeby nikt się nie dowiedział,  gdzie idę.
- Wychodzę, idę na spacer!  - krzyknęłam i wyszłam z domu
Pojechałam autobusem do miasta, a potem jakoś dotarła do szpitala. Nie wiedziałam, czy dobrze zapamiętałam drogę do sali Anny.  Szpital był ogromny. Jednak końcu dotarło do sali, której szukałam. Zza drzwi słychać było czyjeś głosy. Ktoś płakał, właściwie nie, wydaję mi się, że dwie osoby płakały.
- Wynos się! - Usłyszałam.
- Ale córeczko...
- Nie!  Po prostu wyjdź.
Dalszej rozmowy nie słyszałam. Obie ściszyły głos. Nagle ktoś gwałtownie otworzył drzwi.  Odskoczyłam jak oparzona. W progu stała wysoka farbowana blondynka, niezbyt ładna, miała parę kilogramów za dużo, duży nos i nieprzyjemny wyraz twarzy.  Patrzyła się na mnie jakby zaraz miała mnie udusić.
- To przez ciebie ty głupia smarkulo!  - krzyknęła - Przez ciebie!
Co ta kretynka ode mnie chce? Zwariowała? Zaczęła się do mnie zbliżać.  Dosłownie widziałam jej ręce na mojej szyi.  Wydawało mi się jakby naprawdę chciał mnie udusić.
- Zostaw ją! - krzyknęła Anna.
Kobieta zamarła, przestała się do mnie zbliżać i ruszyła szybkim krokiem prawdopodobnie do wyjścia.  ,, Boże co to było '' pomyślałam. Weszłam do sali.
- Hej - powiedziałam do Anny
- Hej - odpowiedziała - Dziękuję, dziękuję uratowałaś mi życie i przepraszam za jej zachowanie - dodała
Uśmiechnęłam się blado.
- To Iwona tak?  - zapytałam.
- Skąd wiesz?
- Od Magdy.
- Magdy? Jakiej?
- Kilińskiej.
- Znam ją. Często u nas byłam, wydawało mi się, że mama jej nie lubi, więc dziwiłam się, że tak często u nas była - powiedziała.
- Wiedziałaś o moim istnieniu? - zapytała
- Nie.  Dowiedziałam się wtedy ma imprezie.
- Skąd znasz Magdę?
- Mieszkam u niej.
- Co? I nic ci nie powiedziała?
- Opowiem ci wszytko.
I tak siedziałyśmy i opowiedziałam jej wszytko to co usłyszałam od Magdy,  opowiedziałam tez o moim życiu. Płakałyśmy obie.
Dlaczego ona mnie oszukiwała, dlaczego nie powiedziała, że nie jest moją matką? - zapytała Ania po dłuższej chwili.
- Nie wiem. Chociaż może to lepiej, wierzyłaś w to, że masz mamę i kochałaś ją jak swoją matkę, a mi zawsze tego brakowało.
Tak wiem, ale za to teraz bym to dla mnie cios.  Rozumiem to co czułaś, tak mi przykro, a przecież mogłyśmy być razem, znać siebie i razem dorastać. Wszystko przez upartość Iwony.
Nagle telefon w moje kieszeni zaczął dzwonić.  To Magda dzwoniła.  Odebrałam.

***
- Angela gdzie jesteś tak długo?
- Zaraz będę.
- Dobrze.  Ale wszytko w porządku?
- Tak, tak.
- Okay.  To na razie.
- Pa.
***
- Muszę lecieć, to Magda dzwoniła
- Jasne. Tylko obiecaj,  że przyjdziesz jeszcze.
- Okay.  Dam ci swój numer.  Zadzwoń jak będziesz chciała pogadać.
Ana wpisała w swój różowiutki samsung galaxy S5 mój nr.
- To pa.
- Pa pa.
Weszłam do domu, weszłam do kuchni i tam zastałam Magdę. Robiła jakieś ciasto.  Mmm... pycha.  Stwierdziłam, że jej pomogę, więc razem zabrałyśmy się do pracy.  Kiedy placek był w piekarniku, usiadłyśmy i odwiedziłam jej gdzie naprawdę byłam.  Czułam, że mogę wszystkich okłamać,  ale nie jej. Może to nie było nic takiego, ale przed Magda nic nie mogłam ukryć,  źle bym się z tym czuła, nawet w tak błahej sprawie. Kiedy ciasto się upiekło, poczekałyśmy aż wystygnie i pokroiłyśmy je. Chciałam iść zawołać Dawida, ale Magda mnie zatrzymała.
- Czekaj, on ma gościa - powiedziała
- Gościa? Trudno, może przecież zjeść z nami.
Dalej już jej nie słuchałam. Poszłam na górę i bez pukania weszłam do pokoju Dawida. I wiecie co zobaczyłam? Dawida z tą jedzą Martą z mojej klasy.  Siedzieli na kanapie i ona się do niego kleiła. Wbiłam w nich wzrok, Marta się do mnie szyderczo uśmiechnęła.
Dawid patrzył się na mnie i chyba nie wiedział co powiedzieć. Odsunął się tylko od tej dziwki. Trzasnęłam drzwiami i poszłam do siebie.  Była rozczarowana i zła.  Zła na Dawida,  na Martę i na siebie.  Czego ja się spodziewałam.  On jest taki sam jak wszyscy faceci. Totalny dupek. Zakluczyłam drzwi i rzuciłam się na łóżko, płacząc.

Przepraszam za tak krótki rozdział, ale pisałam go jak byłam chora. Nie podoba mi się ta notka, ale nie mam teraz za bardzo czasu na pisanie nowej. Następny rozdział będzie lepszy, obiecuję, że się postaram ;)) Pozdrawiam wszystkich moich czytelników!!! ;** Tylko komentujcie, bo wyświetlenia są, a komentarzy nie ma. 


sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 8




Rozejrzałam się wokoło. Byłam w szpitalnej sali. Czułam się słaba. Jednak potrzebowali trochę krwi, więc mogę czuć się osłabiona. Tak bardzo przypomniał mi się ten dzień, kiedy ostatnio trafiłam do szpitala pijana i zmarznięta.

Tamtego dnia zanim trafiłam do szpitala, siedziałam ze znajomymi nad dziką plażą. Alkohol, narkotyki to wszystko uderzyło mi do głowy. Widziałam tylko Paulinę liżącą się z Kamilem. To było obrzydliwe, nie chciałam na to patrzeć, miałam łzy w oczach. Kamil zawsze mi się podobał, a Paulina doskonale o tym wiedziała. Jak mogła się tak zachować? Była moją przyjaciółką, a teraz? Po chwili usłyszałam dźwięk rozpinającego się rozporka. To było już za wiele, miałam dość, to było chore. Chciałam znaleźć się jak najdalej od nich. Paulina znad ramienia chłopaka dała mi znak, że mam sobie iść. Wredna suka. Chwyciłam prawie pełną butelkę wódki i zaczęłam biec przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie miałam siły dalej biec, więc usiadłam pod drzewem i zaczęłam pić. Wiem, że jakiś czas tak siedziałam, a potem film mi się urwał. Nic nie pamiętam, nie wiem jak i dzięki komu znalazłam się w szpitalu. Wolę zapomnieć, nie chcę pamiętać takich momentów mojego życia. Teraz zaczynam nowy rozdział w moim życiu, przeszłość nie zepsuje mi teraźniejszości. Liczy się to co teraz, a teraz najważniejsza jest moja siostra.

- Cześć. - Dawid przerwał moje rozmyślania.

- Hej - uśmiechnęłam

- Jak się czujesz?

- Jestem trochę zmęczona, ale czuję się dobrze – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - A co z Aną - zapytałam.

- Na razie nie wiemy. Musimy czekać, ale lekarze są dobrej myśli - odpowiedział mi brunet.

- Cieszę się - naprawdę się cieszyłam.

Po mimo tego, że chciałam całkowicie zerwać kontakt z siostrą, czułam, że jej potrzebuję. Nigdy nie miałam rodziny, osób w moim wieku, które by mnie zrozumiały.

- Właściwie to może jechać do domu, Lekarz mówi, że będziesz słaba i musisz odpoczywać, ale spokojnie możesz jechać do domu - Dawid mówiąc to unikał mojego wzroku. Czułam, że chce powiedzieć coś jeszcze.

- Będziemy musieli powiedzieć mojej mamie. Właśnie tu jedzie – dodał.

- Jak jej to powiemy? Będzie na nas zła za to, że ukrywaliśmy przed nią prawdę.

- Spokojnie, a teraz chodź – odpowiedział chłopak,

Zastanawiałam się, czy Dawid powie coś o naszym wczorajszym pocałunku. Nawet słowem o tym nie wspomniał. Dlaczego?

- Witajcie - pani Magda weszła do sali.

- Dzień dobry – odpowiedziałam nieśmiało.

Pani Kilińska przytuliła mnie, pytała, czy nic mi nie jest, czy coś mnie boli, jak się czuję.

- Nie, nie nic mi nie jest – odpowiedziałam ze łzami w oczach. Nie byłam przyzwyczajona do takich czułości, nigdy nie poznałam matczynej miłości, byłam wzruszona.

- Więc dlaczego tu jesteś? Wytłumaczcie mi to. - w oczach mojej opiekunki krążyły znaki zapytania.

- Mi nic naprawdę nie jest. Nie mi. Ja tylko komuś oddałam krew, było jej potrzebne dosyć dużo, więc bardzo mnie to osłabiło dlatego musiałam zostać na noc w szpitalu - byłam zdenerwowana. Jak jej to powiem?

- Komu? - zapytała zdziwiona pani Magda.

- Chodźcie ze mną – odezwał się Dawid.

Pomógł mi wstać i wyszliśmy z sali. Szliśmy szpitalnym korytarzem, aż w końcu weszliśmy do jednej z sal. Były tam dwa łóżka, jedno było puste, a na drugim leżała Anna. Obok niej na krześle siedział Paweł. Kiedy nas zobaczył, wstał, przywitał się i wyszedł z sali, spoglądając na Dawida. Pani Magda patrzyła z troską na twarzyczkę Any, nie była wcale zdziwiona, co mnie zaniepokoiło. Ana wyglądała jak zupełnie jak ja, te same rysy twarzy, długie blond włosy, to aż nie wiarygodne jak duże jest nasze podobieństwo.

- Więc już wiesz... - cicho szepnęła pani Magda.

- Jak to już wiem? Wiedziała pani? - czułam napływającą złość.

Chwilę panowała cisza. Moje myśli tak szybko zaczęły wirować, że aż rozbolała mnie głowa.

- Mamo, odpowiedź! - cisze przerwał Dawid.

- Angeliko... - zwróciła się do mnie i delikatne złapała za ramiona. Poprosiła żebyśmy wyszły na korytarz.

- Znam ciebie i twoją siostrę odkąd się urodziłyście. Znałam też wspaniałą kobietę, która ponad wszystko kochała swoje dzieci. Tą kobietą była twoja matka. Zawsze...

- Koniec!!! Nie chcę tego słuchać! - krzyknęłam tak głośno, że pielęgniarka przyszła mnie uciszyć.

Łzy spływały po moich policzkach. Cała się trzęsłam. Mój oddech stał się urwany i coraz trudniej było mi go złapać. Bałam się, że dostanę ataku takiego jak w dzieciństwie. Wtedy traciłam oddech i nie mogłam oddychać. I tak stało się teraz. Płuca zaczęły mnie palić, już nie mogłam wytrzymać. Musiałam zmusić je do pracy. Zaczęłam biec, biegłam przez szpitalne korytarze, aż dotarłam do drzwi. Szybko wybiegłam z budynku i zaczęłam biec w stronę lasu. Płuca nadal nie reagowały. Wbiegłam do lasu i zrobiło mi się ciemno przed oczami. Upadłam.




( Dawid )

Chłopak całą biegł za Angeliką, ale okazała się szybka. Nie mógł jej dogonić. Kiedy zobaczył,że dziewczyna się przewróciła zaczął biec jeszcze szybciej. Ukląkł obok niej, na początku nie wiedził co jej z dziewczyną, ale zorientował się, że ma problem z oddechem. Złapał ją za ramiona i podniósł, zaczął do niej mówić. Blondynka po chwili zachłysnęła się powietrzem. Dawid widział ile sprawia jej to bólu, na szczęście każdy kolejny oddech sprawiał jej miej trudu. Po jakimś czasie zaczęła oddychać normalnie. Patrzyła się na chłopaka tymi swoimi, ślicznymi, niebieskimi oczkami.

- Dziękuję - wyszeptała.

- Boże! Jak się przestraszyłam – matka bruneta przybiegłam w towarzystwie lekarza.

- Angeliko, przepraszam. Powinnam ci wszystko powiedzieć. Przepraszam.




( Angelika )

Siedziałam w swoim pokoju. Myślałam o tym wszystkim. Jaka była naprawdę moja matka? Może Anna wie. Chociaż właściwie sama nie wiedziałam, czy chce wiedzieć. Zawsze uważałam ją za złą matkę taką, która zostawiła swoje dzieci. Nie wiem dlaczego, nie znałam jej, a miałam za najgorszą. Pozwoliłam na to, aby w mojej głowie stworzył się obraz złej matki. Kiedy byłam mała, brakowało mi jej, zazdrościłam innym dzieciom tego, że mają rodziców. Mówiono mi, że mama nie żyje, że zmarła przy porodzie, a potem, że znaleźli w lesie. I w co w końcu miałam wierzyć? To siebie nawzajem wyklucza. Skoro zmarła to chyba powinnam zostać w szpitalu, więc skąd wzięłam się w tym lesie? Postanowiłam jednak porozmawiać z panią Magdą.

Wyszłam ze swojego pokoju i cicho podeszłam do drzwi pokoju pani Kilińskiej. Ostrożnie zapukałam.

- Proszę – usłyszałam.

Weszłam do środka. Pokój nie był bardzo duży, ale też nie mały. Za to ładnie i przytulnie urządzony. Ściany były pomarańczowe, na jednej z nich wisiał obraz z namalowanymi kwiatami, kolorystycznie pasujący do koloru ścian w pokoju. Po lewej stronie stało brązowe, duże łóżko. Obok stoliki nocne, naprzeciwko duża szafa. Obok okna stał stolik i dwa krzesła. W rogu stała komoda, a na niej stały zdjęcia. Przedstawiały szczęśliwą parę, kobieta trzymała na rękach małego chłopczyka. Uśmiechnęłam się patrząc na to zdjęcie, a zaraz potem uśmiech zniknął, przypominałam sobie tą tragedię. Pani Magda opowiadała mi o wypadku, uważałam, że to niesprawiedliwe, dlaczego akurat tak wspaniałą kobietę spotkał taki los? Jednego dnia straciła męża i jeszcze nienarodzone dziecko.

- Angeliko? - kobieta wpatrywała się we mnie.

- Chciałam z panią porozmawiać – zaczęłam.

- Oczywiście, cieszę się, że postanowiłaś ze mną porozmawiać, naprawdę chciałam ci to wszystko wyjaśnić, ale nie miałam odwagi – mówiła ze łzami w oczach

- Ah... i jeszcze jedno. Nie chciałabym, żebyś mówiła do mnie ,, pani''. Proszę, mówi mi po imieniu.

- Dobrze. Dziękuję – odpowiedziałam

- Usiądź. Zrobię nam jeszcze herbatę - powiedziała i wyszła z pokoju.

Podeszłam do okna. Pogoda była piękna, mimo tego, że jest marzec słonko przygrzewało. Dom Kilińskich znajduję się na peryferiach miasta, więc jest tu cicho i spokojnie. Nie tak jak w Gdańsku, gdzie ciągle panuje hałas. Gdańsk jest pięknym miastem, a najpiękniejsze jest morze. Niestety kojarzy mi się z domem dziecka, z moją przeszłością. Staram się myśleć inaczej o tym mieście, nie pamiętać tego co było złe, a myśleć o tym co dobre. Myśleć o tym co jest teraz. Mam nową szkołę, nowych znajomych i nowe życie. Obiecałam sobie, że już nic nie będzie takie samo, będzie tylko lepiej. Magda wróciła z herbatą i postawiła ją na stolik.

- Twoja matka była naprawdę wspaniałą kobietą – zaczęła

- Była... - westchnęłam. - Więc naprawdę nie żyje. Jak to się stało? - zapytałam, chciałam usłyszeć to od niej.

- Zmarła przy porodzie, poród był trudny i trwał wiele godzin. Lekarze powinni... sama nie wiem jak to się stało – pierwsza łza spłynęła po jej policzku.

- To moja wina. Gdybym ja się nie urodziła, ona by żyła - czułam się winna

- Kochanie co ty mówisz... Monika kochała was nad życie. Zawsze chodziła w ciąży taka szczęśliwa i dumna. Chociaż na początku... - łzy kapały coraz szybciej

- Chociaż co? - bardzo chciałam wiedzieć.

- Twój ojciec... nie...był... nie jest dobry. Jest okrutny - widziałam w jej oczach strach.

- Powiedz mi wszystko... Proszę.

- Twój ojciec zgwałcił Monikę – dokończyła

Nie wierzę, to już była przesada, ale cieszę się, że Magda jest szczera. Rozpłakałam się, już nie potrafiłam pohamować łez. Brunetka przytuliła mnie i uspokajała. W jej ramionach czułam się dobrze, czułam się kochana, tak bardzo brakuje mi matczynej miłości.

- Powiedz mi więcej. Prawda boli, ale chcę wiedzieć.

- Dobrze. Monika urodziła dwie dziewczynki, zawsze chciała żebyście nazywały się Anna i Angelika. Mówiła, że będziecie jej aniołkami. Niestety nie mogła się wami dłużej cieszyć. Zmarła - powiedziała bardzo smutna Magda.

- A co z nami? - zapytałam

- Anna urodziła się jako druga, była słabsza i miała problem z oddychaniem, więc zabrano ją do inkubatora. Ty byłaś zdrową, śliczną dziewczynką i trawiłaś na salę noworodków i nikt nie wie jak to się stało, ale cię stamtąd zabrano, ktoś cię porwał. Chciałam pomóc policji, ale nie potrafiłam, domyślała się, że to twój ojciec, ale nie wiedziałam jak się nazywa, Monika nigdy nie powiedziała mi tego. Potem znaleziono cię w lesie, chorą, zmarzniętą z karteczka, na której było napisane twoje imię i nazwisko matki. Twoja siostra została zaadoptowana, a mi nikt nie chciał udzielić żadnych informacji. Ciebie po wyjściu ze szpitala umieszczono w sierocińcu. Ciągle chorowałaś i potrzebowałaś stałej opieki. Odwiedzałam cię regularnie, dziwiłam się, że nikt cię nie zaadoptował, ale też cieszyłam się, bo nie chciałam być daleko od ciebie. Sama nie mogłam ciebie zabrać, miałam w domu dwu i półroczne dziecko i byłam w ciąży. Potem zdarzył się ten wypadek, po nim odizolowałam się od świata. Po roku otrząsnęłam się i zaczęłam starać się o adopcję. Nie udawało mi się. Pamiętasz jak mówiłam, że nie pozwalają mi na adopcje dziewczynki? Chodziło mi o ciebie.

Pokiwałam tylko głową, nie byłam w stanie nic powiedzieć.

- Nie pozwolili mi wtedy na adopcję, ponieważ byłam samotną matką, która nie miała odpowiednich dochodów. Po śmierci męża rzuciłam pracę, nie potrafiłam sobie z nią poradzić. Mijały lata, teść bardzo mi pomagał, jego żona nie żyła, niestety ojciec Marcina zmarł. Zapisał mi ten dom. Ponownie zaczęłam starać się o adopcję i pracę. Dawną posadę odzyskałam, ale ciebie nie chcieli mi dać. Ty zaczęłaś dojrzewać, nie byłaś już małą dziewczynką, stałaś się bardzo zbuntowana. Powiedzieli, że sobie nie poradzę, ale teraz w końcu jesteś ze mną – zakończyła płacząc i tuląc mnie do siebie.

- A Anna? Co z nią? - zapytałam

- Annę odnalazłam kiedy miałyście 5 lat. Przyjechałam do niej, ale jej przybrana matka nie kazała mi nic mówić. I posłuchałam jej, nie chciałam psuć szczęścia małej dziewczynki. Ona myślała, że Iwona jest jej prawdziwą matką. Tłumaczyłam Iwonie, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, ale ona mnie nie słuchała. Po pewnym czasie nie chciała mnie wpuścić do domu, bała się, że powiem Annie prawdę. Ania dowiedziała się o twoim istnieniu wtedy, kiedy ty o jej.

- Dziękuję za wszystko – powiedziałam i przytuliłam Magdę.

Dziękuję wszystkim ty, którzy czytają mojego bloga ;). Liczba wyświetleń rośnie, co bardzo mnie cieszy. Chciałabym tylko prosić was o komentarze, bo dużo dla mnie znaczą. Przepraszam za tak długą nieobecność tutaj, postaram się wstawiać szybciej kolejne rozdziały. ;))









piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 7

Patrzył na mnie z tym wstrętnym uśmiechem.  Był coraz bliżej.  Rozpadałam się na tysiąc kawałków.  Wspomnienia... okropne wspomnienia. Rzeczy, których nie chce pamiętać.  Miałam 15 lat i znowu po raz wtóry chciałam uciec.  Już tak miałam moje próby ucieczki z sierocińca było jakimś rytuałem. Tym razem udało mi się. Oczywiście spotkałam się z moimi ,, przyjaciółmi" wtedy jeszcze myślałam, że nimi są.  Dużo wypiłam,  byłam kompletnie zalana, a oni mnie zostawili. Nie wiedziałam co się dzieje,  wszytko wirowało mi przed oczami. Mężczyzna ten sam, na którego teraz patrzę. Próbował mnie zgwałcić.  To było okropne, nie chce o tym mówi.  Nie chce pamiętać... Nie wiem jakim cudem wyciągnęłam z kieszeni scyzoryk. Wbiłam mu go w brzuch. Pewnie nie za mocno nie miałam siły.  Dalej pamiętam tylko, że biegłam. Biegłam tak długo aż straciłam wszystkie siły. 
Teraz mam przed sobą tego samego mężczyznę, który próbował zgwałcić zagubioną, przestraszoną 15 - latke.  Ale teraz już nią nie jestem.  Jestem silna. Wiem, że policja nigdy go nie znalazła,  a ja za bardzo się bałam żeby im pomóc. Teraz się nie boję.  Wyciągnęłam telefon, zrobiłam mu zdjęcie i zaczęłam uciekać. Zawsze szybko biegałam. Biegłam z powrotem w kierunku szkoły tam nic mi nie grozi.  Dobiegłam pod sam budynek szkoły i ów mężczyzna nie złapał mnie. Dawid akurat wychodził ze szkoły w towarzystwie kolegów.Wyobrażacie sobie jak żałośnie wyglądałam? Spocona,  z włosami sterczącymi w każdą stronę, zupełne przeciwieństwo mojego rannego wizerunku. W tej chwili nie przejmowałam się tym.  Spojrzałam na Dawida, on widząc moja minę od razu pożegnał się z kolegami i podszedł do mnie. 
- Angela wszystko w porządku?  - zapytał
Pokręciłam tylko głową. 
- Co się stało?  - spytał z troską w głosie
W samochodzie wszytko mu opowiedziałam. Dawid nic mówił. Wydawał się przerażony.  Stanął gdzieś na poboczu. I mnie przytulił, a ja się rozpłakałam.
- Skarbie... będzie dobrze - próbował mnie pocieszyć Dawid.  Ale ja zanosiłam się co raz głośniejszy płaczem.  Brunet zaczął gładzic mnie po policzki i ścierać łzy. Jego dotyk był wspaniały. Poczułam ciepło na policzku. Nie wiadomo dlaczego rozpłakałam się jeszcze bardziej. A myślałam, że już bardziej nie potrafię.  Chłopak  nachylił się i zaczął scałowywać moje łzy.  To już było za wiele.Jego usta na moim policzku. Były takie ciepłe i miękkie. I zamiast to przerwać wiecie co zrobiłam? Odnalazłam moimi ustami jego usta i delikatnie pocałowałam.  Dawid pogłębił ten pocałunek.  I nic już się dla mnie nie liczyło w tym momencie wiedziałam tylko o ustach Dawida tak idealnie pasujących do moich.Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam inaczej to było za piękne. I nagle wszytko pękło jak bańka. No cholera do Dawida ktoś dzwonił, a myślałam, że takie rzeczy tylko w filmach się zdarzają. Brunet odebrał telefon i nawet się na mnie nie spojrzał. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć.
- Halo?
- ...
- Tak. Paweł co jest? Dlaczego jesteś tak zdenerwowany?
- ...
- Co? Kurwa. Już jadę.
Dawid tak gwałtownie ruszył, że wbiło mnie w fotel.  
- Co robisz? Gdzie jedziemy? - chciałam czegoś się dowiedzieć
Cisza
- Dawid!!! Odpowiedz mi! - teraz już naprawdę krzyczałam
- Do szpitala - w końcu opowiedział.  
Czyli jednak potrafi mówić.
Dalej jechaliśmy w milczeniu. Wolałam już o nic się nie pytać. Dawid zaparkował przed szpitalem i ruszyliśmy do wejścia. Weszliśmy do sali, w której leżał Paweł. Blondyn miał na głowie bandaż i rękę w gipsie. Za ciekawie nie wyglądał.- Kurde stary nie wyglądasz najlepiej. Jak to się stało? - zaczął Dawid
- Mi nic nie będzie. Boję się o An.  Jest w ciężkim stanie. To wszystko moja wina.  Jechaliśmy,  byłem nie ostrożny i na torach... jechał pociąg... a ja. No kurwa jakim jestem debilem.  - Paweł mówiąc to prawie płakał.
A ja miałam straszny mętlik w głowie.  Ana? Wiem, prawie jej nie znam. Ale... przecież ona jest moją siostrą.  Boże... nie chce żeby jej się coś stało.Proszę... ona musi przeżyć. Moja siostrzyczka. Zaczęłam się modlić.  Obiecuję,  że jak ona przeżyje zacznę chodzić do kościoła. Nie wiedziałam co robić. Pani Magda dużo mówiła o Bogu. Ja właściwie nie bardzo wiem kim on jest. Ale jeśli mi pomoże zrobię wszytko. Tylko proszę niech ona przeżyje. Do sali weszła pielęgniarka.
- Musimy zawiadomić rodziców pacjentki. Będziemy potrzebować krew.  Anna straciła jej bardzo dużo.  - zwróciła się pielęgniarka do blondyna.
- Jaką grupę krwi ma Ania?  - odezwałam się.
Pielęgniarka spojrzała na mnie i zrobiła duże oczy.  Jakby co dopiero teraz mnie zauważyła. A może właśnie tak było?
- 0. Pacjenta ma grupę krwi 0.  A kim pani jest? - powiedziała już z normalną miną
- Chyba jej siostrą. Prawie na pewno.  Tez mam taką grupę krwi. Ja chcę oddać Ani krew.
Dawid spojrzał na mnie jakby nie wierzył w to co słyszy. Paweł patrzył się z otwartą buzią.  No proszę was.Czy właśnie tego nie powinnam zrobić. Ja myślę, że tak właśnie to muszę zrobić. Pomoc siostrze. Nastąpiła cisza. Czułam się niezręcznie.  Sama nie wiem dlaczego
- Dobrze w takim razie proszę za mną. Nie mamy chwili do stracenia. - pielęgniarka przerwała w końcu ciszę.
Zaprowadziła mnie do jakiegoś gabinetu.
- Lekarz musi panią zbadać. - oznajmiła mi pielęgniarka i wyszła.

 Przepraszam za wszystkie błędy.  Wstawiam rozdział z telefonu, wiec trochę trudniej jest mi jeszcze raz sprawdzić błędy. Wybaczcie... dziękuję wam za komentarze. Chociaż trochę mi przykro, bo widzę ile jest wyświetleń na każdym rozdziale, a komentuje tylko kilka osób. Dziękuję im za to, ale proszę resztę jeśli tu wchodzicie zostawcie po sobie komentarz.  Chociaż króciutki.