Rano
obudziło mnie promienie słońca, wpadające do mojego pokoju przez
okno. Jak na marzec była naprawdę zachwycająca pogoda. Wstałam i
spojrzałam w lustro. Wyglądałam koszmarnie. Opuchnięte
oczy, cała blada, a moje włosy sterczały w każdą stronę. Po
dłuższej chwili jakoś uporałam się z moim wyglądem. Założyłam
siwą, rozkloszowaną spódniczkę, czarne rajstopy, białą
bluzeczkę i mój ulubiony czarny, rozpinany sweterek. Włosy
związałam w kucyk, worki pod oczami zatuszowałam korektorem,
rzęsy umalowałam tuszem i tradycyjnie mój ulubiony brzoskwiniowy
błyszczyk. Jeszcze tylko szybciutko pościeliłam łóżko i
zeszłam na dół.
Magda
robiła śniadanie. Pomogłam jej. Po śniadaniu poszliśmy do
kościoła, tak jak obiecałam. Obiecałam, że jak Anna będzie
zdrowa to pójdę, no tak. Nie przepadam za niedzielą według mnie
zawsze jest taka nudna. Ale dzisiaj mogło być inaczej,
postanowiłam odwiedzić siostrę. Chciałam żeby nikt się
nie dowiedział, gdzie idę.
-
Wychodzę, idę na spacer! - krzyknęłam i wyszłam z domu
Pojechałam
autobusem do miasta, a potem jakoś dotarła do szpitala. Nie
wiedziałam, czy dobrze zapamiętałam drogę do sali Anny. Szpital
był ogromny. Jednak końcu dotarło do sali, której szukałam. Zza
drzwi słychać było czyjeś głosy. Ktoś płakał, właściwie
nie, wydaję mi się, że dwie osoby płakały.
-
Wynos się! - Usłyszałam.
-
Ale córeczko...
-
Nie! Po prostu wyjdź.
Dalszej
rozmowy nie słyszałam. Obie ściszyły głos. Nagle ktoś
gwałtownie otworzył drzwi. Odskoczyłam jak oparzona. W progu
stała wysoka farbowana blondynka, niezbyt ładna, miała parę
kilogramów za dużo, duży nos i nieprzyjemny wyraz twarzy.
Patrzyła się na mnie jakby zaraz miała mnie udusić.
-
To przez ciebie ty głupia smarkulo! - krzyknęła - Przez
ciebie!
Co ta
kretynka ode mnie chce? Zwariowała? Zaczęła się do mnie zbliżać.
Dosłownie widziałam jej ręce na mojej szyi. Wydawało
mi się jakby naprawdę chciał mnie udusić.
-
Zostaw ją! - krzyknęła Anna.
Kobieta
zamarła, przestała się do mnie zbliżać i ruszyła szybkim
krokiem prawdopodobnie do wyjścia. ,, Boże co to było ''
pomyślałam. Weszłam do sali.
-
Hej - powiedziałam do Anny
-
Hej - odpowiedziała - Dziękuję, dziękuję uratowałaś mi życie
i przepraszam za jej zachowanie - dodała
Uśmiechnęłam
się blado.
-
To Iwona tak? - zapytałam.
-
Skąd wiesz?
-
Od Magdy.
-
Magdy? Jakiej?
-
Kilińskiej.
-
Znam ją. Często u nas byłam, wydawało mi się, że mama jej nie
lubi, więc dziwiłam się, że tak często u nas była -
powiedziała.
-
Wiedziałaś o moim istnieniu? - zapytała
-
Nie. Dowiedziałam się wtedy ma imprezie.
-
Skąd znasz Magdę?
-
Mieszkam u niej.
-
Co? I nic ci nie powiedziała?
-
Opowiem ci wszytko.
I
tak siedziałyśmy i opowiedziałam jej wszytko to co usłyszałam od
Magdy, opowiedziałam tez o moim życiu. Płakałyśmy obie.
Dlaczego
ona mnie oszukiwała, dlaczego nie powiedziała, że nie jest moją
matką? - zapytała Ania po dłuższej chwili.
-
Nie wiem. Chociaż może to lepiej, wierzyłaś w to, że masz mamę
i kochałaś ją jak swoją matkę, a mi zawsze tego brakowało.
Tak
wiem, ale za to teraz bym to dla mnie cios. Rozumiem to co
czułaś, tak mi przykro, a przecież mogłyśmy być razem, znać
siebie i razem dorastać. Wszystko przez upartość Iwony.
Nagle
telefon w moje kieszeni zaczął dzwonić. To Magda dzwoniła.
Odebrałam.
***
-
Angela gdzie jesteś tak długo?
-
Zaraz będę.
-
Dobrze. Ale wszytko w porządku?
-
Tak, tak.
-
Okay. To na razie.
-
Pa.
***
-
Muszę lecieć, to Magda dzwoniła
-
Jasne. Tylko obiecaj, że przyjdziesz jeszcze.
-
Okay. Dam ci swój numer. Zadzwoń jak będziesz chciała
pogadać.
Ana
wpisała w swój różowiutki samsung galaxy S5 mój nr.
-
To pa.
-
Pa pa.
Weszłam
do domu, weszłam do kuchni i tam zastałam Magdę. Robiła jakieś
ciasto. Mmm... pycha. Stwierdziłam, że jej pomogę,
więc razem zabrałyśmy się do pracy. Kiedy placek był w
piekarniku, usiadłyśmy i odwiedziłam jej gdzie naprawdę byłam.
Czułam, że mogę wszystkich okłamać, ale nie jej.
Może to nie było nic takiego, ale przed Magda nic nie mogłam
ukryć, źle bym się z tym czuła, nawet w tak błahej
sprawie. Kiedy ciasto się upiekło, poczekałyśmy aż wystygnie i
pokroiłyśmy je. Chciałam iść zawołać Dawida, ale Magda mnie
zatrzymała.
-
Czekaj, on ma gościa - powiedziała
-
Gościa? Trudno, może przecież zjeść z nami.
Dalej
już jej nie słuchałam. Poszłam na górę i bez pukania weszłam
do pokoju Dawida. I wiecie co zobaczyłam? Dawida z tą jedzą Martą
z mojej klasy. Siedzieli na kanapie i ona się do niego kleiła.
Wbiłam w nich wzrok, Marta się do mnie szyderczo uśmiechnęła.
Dawid
patrzył się na mnie i chyba nie wiedział co powiedzieć. Odsunął
się tylko od tej dziwki. Trzasnęłam drzwiami i poszłam do siebie.
Była rozczarowana i zła. Zła na Dawida, na Martę
i na siebie. Czego ja się spodziewałam. On jest taki
sam jak wszyscy faceci. Totalny dupek. Zakluczyłam drzwi i rzuciłam
się na łóżko, płacząc.
Przepraszam za tak krótki rozdział, ale pisałam go jak byłam chora. Nie podoba mi się ta notka, ale nie mam teraz za bardzo czasu na pisanie nowej. Następny rozdział będzie lepszy, obiecuję, że się postaram ;)) Pozdrawiam wszystkich moich czytelników!!! ;** Tylko komentujcie, bo wyświetlenia są, a komentarzy nie ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz