środa, 13 maja 2015

Rozdział 10


- Angela! - usłyszałam.
Nie odzywałam się. Obiecałam sobie,  że nie odpowiem mu, nie będę z nim rozmawiać.
- Proszę, otwórz - Dawid próbował dalej.
Nadal się nie odzywałam.  Czekał tak jeszcze z 5 minut, potem poszedł. Było mi smutno, cholernie smutno, on doskonale wiedział jak łatwo mnie zranić.  Dlaczego to zrobił? Debil. A może to ja wyolbrzymiam? Przecież między nami nic nie ma.  Jeden pocałunek, który może dla niego nic nie znaczy.  A ja? Dlaczego nie myśli o mnie?  Dla mnie ta krótka chwila znaczyło dużo, więcej niż powinna. To wcale nie był mój pierwszy pocałunek,  czy coś, ale pierwszy, który coś znaczył.
   Spakowałam się na jutro do szkoły. Przejrzałam książki i zeszyty.  Zawsze przykładałam się do nauki,  nie sprawiało mi to żadnej trudności. Nauczenie się czegoś, przychodziło mi z łatwością.
   Ktoś zapukał do mojego pokoju.  Myślałam, że to znowu Dawid, ale usłyszałam głos Magdy.
- Proszę - powiedziałam.
- Nie jesteś głodna?  Nie jakaś kolacji.
- Nie dziękuję.  Zaraz idę spać.
- Ale wszytko w porządku?
- Tak - uśmiechnęłam się.
    Rano kiedy jadłam śniadanie, byłam cholernie zirytowana.  Czy on musi się tak na mnie patrzeć?  Najchętniej poszłabym pieszo do szkoły. Wolę to niż siedzenie z nim w jednym samochodzie, ale niestety było już późno, więc byłam zmuszona wsiąść.  O dziwo Dawid całą drogę nic nie mówił. Cieszyłam się.  Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Do szkoły dojechaliśmy dosyć późno, a więc musiałam się spieszyć, miałam pierwszą matmę.  Udało mi się jakoś dotrzeć do klasy równo z nauczycielem. Nie mogłam się skupić na tej lekcji,  Marta cały czas wlepiała we mnie swoje ślepia i wykrzywiała usta w coś, co według niej miało być pewnie uśmiechem. Po lekcji matematyki siedziałam z Marika na ławce, przy oknie i rozmawiałyśmy. Marika jest cudowna. Uwielbiam z nią spędzać czas. Dziewczyna jest energiczna i zawsze pozytywnie do wszystkiego nastawiona.  Niska,  o brązowych włosach prawie czarnych i niebieskich dużych oczach. Ma śliczne rysy, delikatne i dziewczęce.  Plotkowałyśmy właśnie o Marcie o tym jak się na mnie patrzyła.  No to opowiedziałam jej co się stało wczoraj. A tu benc! O wilku mowa... Nagle przed nami pojawiła się ta wredna blondyneczka.
- Hey żałosna istotko - odezwała się
- Zamknij pysk! - krzyknęła Marika
- Nie do ciebie mówię!  - powiedziała Marta
- Słuchaj trzymaj się z daleka od Dawida. On jest mój - powiedziała do mnie.
- Twój? No popatrz.
- Tak i on mnie kocha - powiedziała.
- To dlaczego wyrzucił się wczoraj z domu? - zapytałam.  Chciało mi się śmiać.
- Nie wyrzucił. Sama poszłam, bo ty debilko zrobiłaś aferę.
- Zrobiłam aferę? Jesteś żałosna
- Zamknij się - syknęła
- Już się zamykam.  Ale pamiętaj nigdy nie będziesz z Dawidem, on nie leci na dziwki - powiedziałam, a Marika parsknęła śmiechem.
Nagle Marta uderzyła mnie w policzek. Ał... cholera. Tego jej nie daruje. Oddałam jej, a zaraz potem złapałam za włosy. Zaczęłyśmy się bić, normalnie jak w filmach. Wokół nas zebrał się całkiem spory tłum. Śmiali się i klaskali. Wiedziałam, że będę miała kłopoty, ale teraz liczyło się tylko to żeby jej dokopać. Zdzira jedna. Wiecie kto pojawił się na korytarzu? Cudowny Dawidek.  To wszytko przez niego, niech się teraz tak nie patrzy.  Nagle poczułam czyjeś dłonie na ramionach.  Tak, wiedziałam kto to.
- Chodź. Idziemy stąd - powiedział.
 - A może nie chce?  Zostaw mnie
Nawet mnie nie słuchał.  Dosłownie ciągnął mnie przez korytarz, potem po schodach.  Trzymał mnie tak mocno, że aż bolało.
- Zostaw!  To boli! - krzyczałam
Nawet nie drgnął. Zaciągnął mnie do samochodu i go odpalił. Zaczął jechać.
- Debilu zatrzymaj się. Co robisz do cholery?
Zatrzymał się,  gdzieś na poboczu.
- Co to miało być?  - zapytał
- Ale co? Chodzi ci o to jak brutalnie ciągnąłeś mnie przez ten cholerny korytarz?
- Nie.  Pytam o to dlaczego się z nią biłaś.
- Bo tak mi się chciało.  Dziwką się należy.
- Przestań!
- Bronisz ją? Oo... a może ona ma rację. Może ty jednak lecisz na dziwki i ją kochasz.
- Przestań ją wyzywać.  Dobrze wiesz, że jej nie kocham.
- A co u ciebie wczoraj robiła?
- Przyszła.  Miałem ją kurwa wyrzucić?
- Nie, coś ty. Zamiast ją wyrzucać, mogłeś się z nią pieprzyć.
- Zamknij się. Angela co się z tobą dzieje?
- Ze mną? Nic. Chyba nie wiesz jaka jestem naprawdę. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść w przeciwnym kierunku.
- Nie jedziesz do domu? Wolisz tutaj zostać tak?  - zapytał Dawid
- Sama sobie potrafię poradzić!  - krzyknęłam
Siedział samochodzie i się uśmiechał pod nosem. Jechał jakiś samochód, więc postanowiłam go zatrzymać. To mogła być moja szansa i zrobiłabym Dawidowi na złość. Wyciągnęłam rękę, kierowca się zatrzymał. Już chciałam wsiadać,  kiedy Dawid wysiadł z auta.
- Spieprzaj! Wynocha!  - krzyczał Dawid
- Wyluzuj - powiedział kierowca.
- Nie słyszałeś co powiedziałem?
- Dobra, dobra.  Już jadę, ale pilnuj panienkę -powiedział i odjechał.
- I co zadowolony jesteś z siebie bohaterze?
- Jakie ty masz głupie pomysły - powiedział
Wsiadłam obrażona do samochodu. Całą drogę jechaliśmy w milczeniu.
- Masz szczęście, że mamy nie ma w domu - powiedział brunet, kiedy byliśmy już przed domem.
Dalej się nie odzywałam. Od razu jak weszliśmy do domu, pobiegłam do siebie. Zanim jednak zdążyłam zamknąć drzwi, w progu już stał Dawid.
- Chyba musimy pogadać - powiedział.
- Chyba nie mamy o czym!  - krzyknęłam.
- Angela, no proszę. Pogadaj ze mną...
- Dobra.Wejdź.
Chłopak usiadł na sofie, a ja obok niego. Przez chwilę patrzyliśmy się na ciebie w milczeniu.
- To co opowiesz mi co się stało? - zaczął Dawid
- Rozmawiałam z Marika i ona podeszła do nas.  Zaczęła mówić, że ją kochasz i będziecie kiedyś razem, czy jakoś tak.  No to ja powiedziałam, że nie lecisz na dziwki.  To ona pieprznęła mi w twarz, więc jej oddałam.
Dawid zaczął się śmiać.
- Co? Przed chwila byłeś na mnie wkurwiony.
- No nadal trochę jestem, bo będzie miała problemy, ale jesteś wspaniała
- A może ty ją naprawdę kochasz... - powiedziałam cicho zmieniając temat
- Co???
- No była tu wczoraj i wy widziałam przecież.
- Co widziałaś? Nie mogłaś nic wiedzieć, bo nic się nie stało.
- Widziałam!  - krzyknęłam - gdybym tam nie weszła...
- Nic by się nie stało. Przecież nawet jej nie dotknąłem.
- A po jaką cholerę u ciebie w ogóle była?
- Przyszła do ciebie.
- Co? - to mnie naprawdę zdziwiło
- No do ciebie przyszła.  Powiedziałem, że cię nie ma, a ona na to,  że ją zaprosiłaś, więc pewnie za chwile wrócisz. Czekała u ciebie w pokoju, aż w końcu przyszła do mnie.
- Nie zapraszałam jej - wyjaśniłam.
- Nie ważne. Nie myśl o niej, zapomnij o tym co się stało - powiedział chłopak z uśmiechem.
- Powinna się mnie bać,  jestem twardą zawodniczką
- Tak? Ciekawe, czy mnie pokonasz?
- Jasne, że tak.  Każdego.
- To się przekonamy - powiedział podchodząc do mnie. Zaczął mnie łaskotać.
- Nie! Puść! Oszukujesz!  - krzyczałam i śmiałam się jednocześnie
Chłopak dosłownie rzucił mnie na łóżku i cały czas łaskotał,  tak się śmiałam, że aż bolał mnie brzuch.  Zanim się zorientowałam ja leżałam na łóżku, a Dawid nade mną.
- Cholera.  Nie dobrze - pomyślałam
Brunet wpatrywał się we mnie tymi cudownymi, brązowymi oczami. Jego usta zaczęły zbliżać się do moich, wiem, że nie powinnam do tego dopuścić, ale  nie potrafiłam. Chłopak zaczął mnie całować z taką zachłannością, że straciłam już zupełnie głowę. W brzuchu wirowały motylki. To było piękne, do czasu.  W mojej głowie nagle pojawił się obraz tego mężczyzny, który próbował mnie... sami wiecie. Te wszystkie złe wspomnienia wirowały teraz w moje głowie. Zrobiło mi się zimno i niedobrze. Zaczęłam się bać. Wzięłam coś do ręki nawet nie patrzyłam co i bez wahania trzasnęłam Dawida w głowę.

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 9

Rano obudziło mnie promienie słońca, wpadające do mojego pokoju przez okno. Jak na marzec była naprawdę zachwycająca pogoda. Wstałam i spojrzałam w lustro.  Wyglądałam koszmarnie. Opuchnięte oczy, cała blada, a moje włosy sterczały w każdą stronę. Po dłuższej chwili jakoś uporałam się z moim wyglądem.  Założyłam siwą, rozkloszowaną spódniczkę, czarne rajstopy, białą bluzeczkę i mój ulubiony czarny, rozpinany sweterek. Włosy związałam w kucyk,  worki pod oczami zatuszowałam korektorem, rzęsy umalowałam tuszem i tradycyjnie mój ulubiony brzoskwiniowy błyszczyk.  Jeszcze tylko szybciutko pościeliłam łóżko i zeszłam na dół.
Magda robiła śniadanie. Pomogłam jej.  Po śniadaniu poszliśmy do kościoła, tak jak obiecałam. Obiecałam, że jak Anna będzie zdrowa to pójdę, no tak. Nie przepadam za niedzielą według mnie zawsze jest taka nudna.  Ale dzisiaj mogło być inaczej,  postanowiłam odwiedzić siostrę. Chciałam żeby nikt się nie dowiedział,  gdzie idę.
- Wychodzę, idę na spacer!  - krzyknęłam i wyszłam z domu
Pojechałam autobusem do miasta, a potem jakoś dotarła do szpitala. Nie wiedziałam, czy dobrze zapamiętałam drogę do sali Anny.  Szpital był ogromny. Jednak końcu dotarło do sali, której szukałam. Zza drzwi słychać było czyjeś głosy. Ktoś płakał, właściwie nie, wydaję mi się, że dwie osoby płakały.
- Wynos się! - Usłyszałam.
- Ale córeczko...
- Nie!  Po prostu wyjdź.
Dalszej rozmowy nie słyszałam. Obie ściszyły głos. Nagle ktoś gwałtownie otworzył drzwi.  Odskoczyłam jak oparzona. W progu stała wysoka farbowana blondynka, niezbyt ładna, miała parę kilogramów za dużo, duży nos i nieprzyjemny wyraz twarzy.  Patrzyła się na mnie jakby zaraz miała mnie udusić.
- To przez ciebie ty głupia smarkulo!  - krzyknęła - Przez ciebie!
Co ta kretynka ode mnie chce? Zwariowała? Zaczęła się do mnie zbliżać.  Dosłownie widziałam jej ręce na mojej szyi.  Wydawało mi się jakby naprawdę chciał mnie udusić.
- Zostaw ją! - krzyknęła Anna.
Kobieta zamarła, przestała się do mnie zbliżać i ruszyła szybkim krokiem prawdopodobnie do wyjścia.  ,, Boże co to było '' pomyślałam. Weszłam do sali.
- Hej - powiedziałam do Anny
- Hej - odpowiedziała - Dziękuję, dziękuję uratowałaś mi życie i przepraszam za jej zachowanie - dodała
Uśmiechnęłam się blado.
- To Iwona tak?  - zapytałam.
- Skąd wiesz?
- Od Magdy.
- Magdy? Jakiej?
- Kilińskiej.
- Znam ją. Często u nas byłam, wydawało mi się, że mama jej nie lubi, więc dziwiłam się, że tak często u nas była - powiedziała.
- Wiedziałaś o moim istnieniu? - zapytała
- Nie.  Dowiedziałam się wtedy ma imprezie.
- Skąd znasz Magdę?
- Mieszkam u niej.
- Co? I nic ci nie powiedziała?
- Opowiem ci wszytko.
I tak siedziałyśmy i opowiedziałam jej wszytko to co usłyszałam od Magdy,  opowiedziałam tez o moim życiu. Płakałyśmy obie.
Dlaczego ona mnie oszukiwała, dlaczego nie powiedziała, że nie jest moją matką? - zapytała Ania po dłuższej chwili.
- Nie wiem. Chociaż może to lepiej, wierzyłaś w to, że masz mamę i kochałaś ją jak swoją matkę, a mi zawsze tego brakowało.
Tak wiem, ale za to teraz bym to dla mnie cios.  Rozumiem to co czułaś, tak mi przykro, a przecież mogłyśmy być razem, znać siebie i razem dorastać. Wszystko przez upartość Iwony.
Nagle telefon w moje kieszeni zaczął dzwonić.  To Magda dzwoniła.  Odebrałam.

***
- Angela gdzie jesteś tak długo?
- Zaraz będę.
- Dobrze.  Ale wszytko w porządku?
- Tak, tak.
- Okay.  To na razie.
- Pa.
***
- Muszę lecieć, to Magda dzwoniła
- Jasne. Tylko obiecaj,  że przyjdziesz jeszcze.
- Okay.  Dam ci swój numer.  Zadzwoń jak będziesz chciała pogadać.
Ana wpisała w swój różowiutki samsung galaxy S5 mój nr.
- To pa.
- Pa pa.
Weszłam do domu, weszłam do kuchni i tam zastałam Magdę. Robiła jakieś ciasto.  Mmm... pycha.  Stwierdziłam, że jej pomogę, więc razem zabrałyśmy się do pracy.  Kiedy placek był w piekarniku, usiadłyśmy i odwiedziłam jej gdzie naprawdę byłam.  Czułam, że mogę wszystkich okłamać,  ale nie jej. Może to nie było nic takiego, ale przed Magda nic nie mogłam ukryć,  źle bym się z tym czuła, nawet w tak błahej sprawie. Kiedy ciasto się upiekło, poczekałyśmy aż wystygnie i pokroiłyśmy je. Chciałam iść zawołać Dawida, ale Magda mnie zatrzymała.
- Czekaj, on ma gościa - powiedziała
- Gościa? Trudno, może przecież zjeść z nami.
Dalej już jej nie słuchałam. Poszłam na górę i bez pukania weszłam do pokoju Dawida. I wiecie co zobaczyłam? Dawida z tą jedzą Martą z mojej klasy.  Siedzieli na kanapie i ona się do niego kleiła. Wbiłam w nich wzrok, Marta się do mnie szyderczo uśmiechnęła.
Dawid patrzył się na mnie i chyba nie wiedział co powiedzieć. Odsunął się tylko od tej dziwki. Trzasnęłam drzwiami i poszłam do siebie.  Była rozczarowana i zła.  Zła na Dawida,  na Martę i na siebie.  Czego ja się spodziewałam.  On jest taki sam jak wszyscy faceci. Totalny dupek. Zakluczyłam drzwi i rzuciłam się na łóżko, płacząc.

Przepraszam za tak krótki rozdział, ale pisałam go jak byłam chora. Nie podoba mi się ta notka, ale nie mam teraz za bardzo czasu na pisanie nowej. Następny rozdział będzie lepszy, obiecuję, że się postaram ;)) Pozdrawiam wszystkich moich czytelników!!! ;** Tylko komentujcie, bo wyświetlenia są, a komentarzy nie ma. 


sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 8




Rozejrzałam się wokoło. Byłam w szpitalnej sali. Czułam się słaba. Jednak potrzebowali trochę krwi, więc mogę czuć się osłabiona. Tak bardzo przypomniał mi się ten dzień, kiedy ostatnio trafiłam do szpitala pijana i zmarznięta.

Tamtego dnia zanim trafiłam do szpitala, siedziałam ze znajomymi nad dziką plażą. Alkohol, narkotyki to wszystko uderzyło mi do głowy. Widziałam tylko Paulinę liżącą się z Kamilem. To było obrzydliwe, nie chciałam na to patrzeć, miałam łzy w oczach. Kamil zawsze mi się podobał, a Paulina doskonale o tym wiedziała. Jak mogła się tak zachować? Była moją przyjaciółką, a teraz? Po chwili usłyszałam dźwięk rozpinającego się rozporka. To było już za wiele, miałam dość, to było chore. Chciałam znaleźć się jak najdalej od nich. Paulina znad ramienia chłopaka dała mi znak, że mam sobie iść. Wredna suka. Chwyciłam prawie pełną butelkę wódki i zaczęłam biec przed siebie. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie miałam siły dalej biec, więc usiadłam pod drzewem i zaczęłam pić. Wiem, że jakiś czas tak siedziałam, a potem film mi się urwał. Nic nie pamiętam, nie wiem jak i dzięki komu znalazłam się w szpitalu. Wolę zapomnieć, nie chcę pamiętać takich momentów mojego życia. Teraz zaczynam nowy rozdział w moim życiu, przeszłość nie zepsuje mi teraźniejszości. Liczy się to co teraz, a teraz najważniejsza jest moja siostra.

- Cześć. - Dawid przerwał moje rozmyślania.

- Hej - uśmiechnęłam

- Jak się czujesz?

- Jestem trochę zmęczona, ale czuję się dobrze – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - A co z Aną - zapytałam.

- Na razie nie wiemy. Musimy czekać, ale lekarze są dobrej myśli - odpowiedział mi brunet.

- Cieszę się - naprawdę się cieszyłam.

Po mimo tego, że chciałam całkowicie zerwać kontakt z siostrą, czułam, że jej potrzebuję. Nigdy nie miałam rodziny, osób w moim wieku, które by mnie zrozumiały.

- Właściwie to może jechać do domu, Lekarz mówi, że będziesz słaba i musisz odpoczywać, ale spokojnie możesz jechać do domu - Dawid mówiąc to unikał mojego wzroku. Czułam, że chce powiedzieć coś jeszcze.

- Będziemy musieli powiedzieć mojej mamie. Właśnie tu jedzie – dodał.

- Jak jej to powiemy? Będzie na nas zła za to, że ukrywaliśmy przed nią prawdę.

- Spokojnie, a teraz chodź – odpowiedział chłopak,

Zastanawiałam się, czy Dawid powie coś o naszym wczorajszym pocałunku. Nawet słowem o tym nie wspomniał. Dlaczego?

- Witajcie - pani Magda weszła do sali.

- Dzień dobry – odpowiedziałam nieśmiało.

Pani Kilińska przytuliła mnie, pytała, czy nic mi nie jest, czy coś mnie boli, jak się czuję.

- Nie, nie nic mi nie jest – odpowiedziałam ze łzami w oczach. Nie byłam przyzwyczajona do takich czułości, nigdy nie poznałam matczynej miłości, byłam wzruszona.

- Więc dlaczego tu jesteś? Wytłumaczcie mi to. - w oczach mojej opiekunki krążyły znaki zapytania.

- Mi nic naprawdę nie jest. Nie mi. Ja tylko komuś oddałam krew, było jej potrzebne dosyć dużo, więc bardzo mnie to osłabiło dlatego musiałam zostać na noc w szpitalu - byłam zdenerwowana. Jak jej to powiem?

- Komu? - zapytała zdziwiona pani Magda.

- Chodźcie ze mną – odezwał się Dawid.

Pomógł mi wstać i wyszliśmy z sali. Szliśmy szpitalnym korytarzem, aż w końcu weszliśmy do jednej z sal. Były tam dwa łóżka, jedno było puste, a na drugim leżała Anna. Obok niej na krześle siedział Paweł. Kiedy nas zobaczył, wstał, przywitał się i wyszedł z sali, spoglądając na Dawida. Pani Magda patrzyła z troską na twarzyczkę Any, nie była wcale zdziwiona, co mnie zaniepokoiło. Ana wyglądała jak zupełnie jak ja, te same rysy twarzy, długie blond włosy, to aż nie wiarygodne jak duże jest nasze podobieństwo.

- Więc już wiesz... - cicho szepnęła pani Magda.

- Jak to już wiem? Wiedziała pani? - czułam napływającą złość.

Chwilę panowała cisza. Moje myśli tak szybko zaczęły wirować, że aż rozbolała mnie głowa.

- Mamo, odpowiedź! - cisze przerwał Dawid.

- Angeliko... - zwróciła się do mnie i delikatne złapała za ramiona. Poprosiła żebyśmy wyszły na korytarz.

- Znam ciebie i twoją siostrę odkąd się urodziłyście. Znałam też wspaniałą kobietę, która ponad wszystko kochała swoje dzieci. Tą kobietą była twoja matka. Zawsze...

- Koniec!!! Nie chcę tego słuchać! - krzyknęłam tak głośno, że pielęgniarka przyszła mnie uciszyć.

Łzy spływały po moich policzkach. Cała się trzęsłam. Mój oddech stał się urwany i coraz trudniej było mi go złapać. Bałam się, że dostanę ataku takiego jak w dzieciństwie. Wtedy traciłam oddech i nie mogłam oddychać. I tak stało się teraz. Płuca zaczęły mnie palić, już nie mogłam wytrzymać. Musiałam zmusić je do pracy. Zaczęłam biec, biegłam przez szpitalne korytarze, aż dotarłam do drzwi. Szybko wybiegłam z budynku i zaczęłam biec w stronę lasu. Płuca nadal nie reagowały. Wbiegłam do lasu i zrobiło mi się ciemno przed oczami. Upadłam.




( Dawid )

Chłopak całą biegł za Angeliką, ale okazała się szybka. Nie mógł jej dogonić. Kiedy zobaczył,że dziewczyna się przewróciła zaczął biec jeszcze szybciej. Ukląkł obok niej, na początku nie wiedził co jej z dziewczyną, ale zorientował się, że ma problem z oddechem. Złapał ją za ramiona i podniósł, zaczął do niej mówić. Blondynka po chwili zachłysnęła się powietrzem. Dawid widział ile sprawia jej to bólu, na szczęście każdy kolejny oddech sprawiał jej miej trudu. Po jakimś czasie zaczęła oddychać normalnie. Patrzyła się na chłopaka tymi swoimi, ślicznymi, niebieskimi oczkami.

- Dziękuję - wyszeptała.

- Boże! Jak się przestraszyłam – matka bruneta przybiegłam w towarzystwie lekarza.

- Angeliko, przepraszam. Powinnam ci wszystko powiedzieć. Przepraszam.




( Angelika )

Siedziałam w swoim pokoju. Myślałam o tym wszystkim. Jaka była naprawdę moja matka? Może Anna wie. Chociaż właściwie sama nie wiedziałam, czy chce wiedzieć. Zawsze uważałam ją za złą matkę taką, która zostawiła swoje dzieci. Nie wiem dlaczego, nie znałam jej, a miałam za najgorszą. Pozwoliłam na to, aby w mojej głowie stworzył się obraz złej matki. Kiedy byłam mała, brakowało mi jej, zazdrościłam innym dzieciom tego, że mają rodziców. Mówiono mi, że mama nie żyje, że zmarła przy porodzie, a potem, że znaleźli w lesie. I w co w końcu miałam wierzyć? To siebie nawzajem wyklucza. Skoro zmarła to chyba powinnam zostać w szpitalu, więc skąd wzięłam się w tym lesie? Postanowiłam jednak porozmawiać z panią Magdą.

Wyszłam ze swojego pokoju i cicho podeszłam do drzwi pokoju pani Kilińskiej. Ostrożnie zapukałam.

- Proszę – usłyszałam.

Weszłam do środka. Pokój nie był bardzo duży, ale też nie mały. Za to ładnie i przytulnie urządzony. Ściany były pomarańczowe, na jednej z nich wisiał obraz z namalowanymi kwiatami, kolorystycznie pasujący do koloru ścian w pokoju. Po lewej stronie stało brązowe, duże łóżko. Obok stoliki nocne, naprzeciwko duża szafa. Obok okna stał stolik i dwa krzesła. W rogu stała komoda, a na niej stały zdjęcia. Przedstawiały szczęśliwą parę, kobieta trzymała na rękach małego chłopczyka. Uśmiechnęłam się patrząc na to zdjęcie, a zaraz potem uśmiech zniknął, przypominałam sobie tą tragedię. Pani Magda opowiadała mi o wypadku, uważałam, że to niesprawiedliwe, dlaczego akurat tak wspaniałą kobietę spotkał taki los? Jednego dnia straciła męża i jeszcze nienarodzone dziecko.

- Angeliko? - kobieta wpatrywała się we mnie.

- Chciałam z panią porozmawiać – zaczęłam.

- Oczywiście, cieszę się, że postanowiłaś ze mną porozmawiać, naprawdę chciałam ci to wszystko wyjaśnić, ale nie miałam odwagi – mówiła ze łzami w oczach

- Ah... i jeszcze jedno. Nie chciałabym, żebyś mówiła do mnie ,, pani''. Proszę, mówi mi po imieniu.

- Dobrze. Dziękuję – odpowiedziałam

- Usiądź. Zrobię nam jeszcze herbatę - powiedziała i wyszła z pokoju.

Podeszłam do okna. Pogoda była piękna, mimo tego, że jest marzec słonko przygrzewało. Dom Kilińskich znajduję się na peryferiach miasta, więc jest tu cicho i spokojnie. Nie tak jak w Gdańsku, gdzie ciągle panuje hałas. Gdańsk jest pięknym miastem, a najpiękniejsze jest morze. Niestety kojarzy mi się z domem dziecka, z moją przeszłością. Staram się myśleć inaczej o tym mieście, nie pamiętać tego co było złe, a myśleć o tym co dobre. Myśleć o tym co jest teraz. Mam nową szkołę, nowych znajomych i nowe życie. Obiecałam sobie, że już nic nie będzie takie samo, będzie tylko lepiej. Magda wróciła z herbatą i postawiła ją na stolik.

- Twoja matka była naprawdę wspaniałą kobietą – zaczęła

- Była... - westchnęłam. - Więc naprawdę nie żyje. Jak to się stało? - zapytałam, chciałam usłyszeć to od niej.

- Zmarła przy porodzie, poród był trudny i trwał wiele godzin. Lekarze powinni... sama nie wiem jak to się stało – pierwsza łza spłynęła po jej policzku.

- To moja wina. Gdybym ja się nie urodziła, ona by żyła - czułam się winna

- Kochanie co ty mówisz... Monika kochała was nad życie. Zawsze chodziła w ciąży taka szczęśliwa i dumna. Chociaż na początku... - łzy kapały coraz szybciej

- Chociaż co? - bardzo chciałam wiedzieć.

- Twój ojciec... nie...był... nie jest dobry. Jest okrutny - widziałam w jej oczach strach.

- Powiedz mi wszystko... Proszę.

- Twój ojciec zgwałcił Monikę – dokończyła

Nie wierzę, to już była przesada, ale cieszę się, że Magda jest szczera. Rozpłakałam się, już nie potrafiłam pohamować łez. Brunetka przytuliła mnie i uspokajała. W jej ramionach czułam się dobrze, czułam się kochana, tak bardzo brakuje mi matczynej miłości.

- Powiedz mi więcej. Prawda boli, ale chcę wiedzieć.

- Dobrze. Monika urodziła dwie dziewczynki, zawsze chciała żebyście nazywały się Anna i Angelika. Mówiła, że będziecie jej aniołkami. Niestety nie mogła się wami dłużej cieszyć. Zmarła - powiedziała bardzo smutna Magda.

- A co z nami? - zapytałam

- Anna urodziła się jako druga, była słabsza i miała problem z oddychaniem, więc zabrano ją do inkubatora. Ty byłaś zdrową, śliczną dziewczynką i trawiłaś na salę noworodków i nikt nie wie jak to się stało, ale cię stamtąd zabrano, ktoś cię porwał. Chciałam pomóc policji, ale nie potrafiłam, domyślała się, że to twój ojciec, ale nie wiedziałam jak się nazywa, Monika nigdy nie powiedziała mi tego. Potem znaleziono cię w lesie, chorą, zmarzniętą z karteczka, na której było napisane twoje imię i nazwisko matki. Twoja siostra została zaadoptowana, a mi nikt nie chciał udzielić żadnych informacji. Ciebie po wyjściu ze szpitala umieszczono w sierocińcu. Ciągle chorowałaś i potrzebowałaś stałej opieki. Odwiedzałam cię regularnie, dziwiłam się, że nikt cię nie zaadoptował, ale też cieszyłam się, bo nie chciałam być daleko od ciebie. Sama nie mogłam ciebie zabrać, miałam w domu dwu i półroczne dziecko i byłam w ciąży. Potem zdarzył się ten wypadek, po nim odizolowałam się od świata. Po roku otrząsnęłam się i zaczęłam starać się o adopcję. Nie udawało mi się. Pamiętasz jak mówiłam, że nie pozwalają mi na adopcje dziewczynki? Chodziło mi o ciebie.

Pokiwałam tylko głową, nie byłam w stanie nic powiedzieć.

- Nie pozwolili mi wtedy na adopcję, ponieważ byłam samotną matką, która nie miała odpowiednich dochodów. Po śmierci męża rzuciłam pracę, nie potrafiłam sobie z nią poradzić. Mijały lata, teść bardzo mi pomagał, jego żona nie żyła, niestety ojciec Marcina zmarł. Zapisał mi ten dom. Ponownie zaczęłam starać się o adopcję i pracę. Dawną posadę odzyskałam, ale ciebie nie chcieli mi dać. Ty zaczęłaś dojrzewać, nie byłaś już małą dziewczynką, stałaś się bardzo zbuntowana. Powiedzieli, że sobie nie poradzę, ale teraz w końcu jesteś ze mną – zakończyła płacząc i tuląc mnie do siebie.

- A Anna? Co z nią? - zapytałam

- Annę odnalazłam kiedy miałyście 5 lat. Przyjechałam do niej, ale jej przybrana matka nie kazała mi nic mówić. I posłuchałam jej, nie chciałam psuć szczęścia małej dziewczynki. Ona myślała, że Iwona jest jej prawdziwą matką. Tłumaczyłam Iwonie, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, ale ona mnie nie słuchała. Po pewnym czasie nie chciała mnie wpuścić do domu, bała się, że powiem Annie prawdę. Ania dowiedziała się o twoim istnieniu wtedy, kiedy ty o jej.

- Dziękuję za wszystko – powiedziałam i przytuliłam Magdę.

Dziękuję wszystkim ty, którzy czytają mojego bloga ;). Liczba wyświetleń rośnie, co bardzo mnie cieszy. Chciałabym tylko prosić was o komentarze, bo dużo dla mnie znaczą. Przepraszam za tak długą nieobecność tutaj, postaram się wstawiać szybciej kolejne rozdziały. ;))









piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 7

Patrzył na mnie z tym wstrętnym uśmiechem.  Był coraz bliżej.  Rozpadałam się na tysiąc kawałków.  Wspomnienia... okropne wspomnienia. Rzeczy, których nie chce pamiętać.  Miałam 15 lat i znowu po raz wtóry chciałam uciec.  Już tak miałam moje próby ucieczki z sierocińca było jakimś rytuałem. Tym razem udało mi się. Oczywiście spotkałam się z moimi ,, przyjaciółmi" wtedy jeszcze myślałam, że nimi są.  Dużo wypiłam,  byłam kompletnie zalana, a oni mnie zostawili. Nie wiedziałam co się dzieje,  wszytko wirowało mi przed oczami. Mężczyzna ten sam, na którego teraz patrzę. Próbował mnie zgwałcić.  To było okropne, nie chce o tym mówi.  Nie chce pamiętać... Nie wiem jakim cudem wyciągnęłam z kieszeni scyzoryk. Wbiłam mu go w brzuch. Pewnie nie za mocno nie miałam siły.  Dalej pamiętam tylko, że biegłam. Biegłam tak długo aż straciłam wszystkie siły. 
Teraz mam przed sobą tego samego mężczyznę, który próbował zgwałcić zagubioną, przestraszoną 15 - latke.  Ale teraz już nią nie jestem.  Jestem silna. Wiem, że policja nigdy go nie znalazła,  a ja za bardzo się bałam żeby im pomóc. Teraz się nie boję.  Wyciągnęłam telefon, zrobiłam mu zdjęcie i zaczęłam uciekać. Zawsze szybko biegałam. Biegłam z powrotem w kierunku szkoły tam nic mi nie grozi.  Dobiegłam pod sam budynek szkoły i ów mężczyzna nie złapał mnie. Dawid akurat wychodził ze szkoły w towarzystwie kolegów.Wyobrażacie sobie jak żałośnie wyglądałam? Spocona,  z włosami sterczącymi w każdą stronę, zupełne przeciwieństwo mojego rannego wizerunku. W tej chwili nie przejmowałam się tym.  Spojrzałam na Dawida, on widząc moja minę od razu pożegnał się z kolegami i podszedł do mnie. 
- Angela wszystko w porządku?  - zapytał
Pokręciłam tylko głową. 
- Co się stało?  - spytał z troską w głosie
W samochodzie wszytko mu opowiedziałam. Dawid nic mówił. Wydawał się przerażony.  Stanął gdzieś na poboczu. I mnie przytulił, a ja się rozpłakałam.
- Skarbie... będzie dobrze - próbował mnie pocieszyć Dawid.  Ale ja zanosiłam się co raz głośniejszy płaczem.  Brunet zaczął gładzic mnie po policzki i ścierać łzy. Jego dotyk był wspaniały. Poczułam ciepło na policzku. Nie wiadomo dlaczego rozpłakałam się jeszcze bardziej. A myślałam, że już bardziej nie potrafię.  Chłopak  nachylił się i zaczął scałowywać moje łzy.  To już było za wiele.Jego usta na moim policzku. Były takie ciepłe i miękkie. I zamiast to przerwać wiecie co zrobiłam? Odnalazłam moimi ustami jego usta i delikatnie pocałowałam.  Dawid pogłębił ten pocałunek.  I nic już się dla mnie nie liczyło w tym momencie wiedziałam tylko o ustach Dawida tak idealnie pasujących do moich.Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam inaczej to było za piękne. I nagle wszytko pękło jak bańka. No cholera do Dawida ktoś dzwonił, a myślałam, że takie rzeczy tylko w filmach się zdarzają. Brunet odebrał telefon i nawet się na mnie nie spojrzał. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć.
- Halo?
- ...
- Tak. Paweł co jest? Dlaczego jesteś tak zdenerwowany?
- ...
- Co? Kurwa. Już jadę.
Dawid tak gwałtownie ruszył, że wbiło mnie w fotel.  
- Co robisz? Gdzie jedziemy? - chciałam czegoś się dowiedzieć
Cisza
- Dawid!!! Odpowiedz mi! - teraz już naprawdę krzyczałam
- Do szpitala - w końcu opowiedział.  
Czyli jednak potrafi mówić.
Dalej jechaliśmy w milczeniu. Wolałam już o nic się nie pytać. Dawid zaparkował przed szpitalem i ruszyliśmy do wejścia. Weszliśmy do sali, w której leżał Paweł. Blondyn miał na głowie bandaż i rękę w gipsie. Za ciekawie nie wyglądał.- Kurde stary nie wyglądasz najlepiej. Jak to się stało? - zaczął Dawid
- Mi nic nie będzie. Boję się o An.  Jest w ciężkim stanie. To wszystko moja wina.  Jechaliśmy,  byłem nie ostrożny i na torach... jechał pociąg... a ja. No kurwa jakim jestem debilem.  - Paweł mówiąc to prawie płakał.
A ja miałam straszny mętlik w głowie.  Ana? Wiem, prawie jej nie znam. Ale... przecież ona jest moją siostrą.  Boże... nie chce żeby jej się coś stało.Proszę... ona musi przeżyć. Moja siostrzyczka. Zaczęłam się modlić.  Obiecuję,  że jak ona przeżyje zacznę chodzić do kościoła. Nie wiedziałam co robić. Pani Magda dużo mówiła o Bogu. Ja właściwie nie bardzo wiem kim on jest. Ale jeśli mi pomoże zrobię wszytko. Tylko proszę niech ona przeżyje. Do sali weszła pielęgniarka.
- Musimy zawiadomić rodziców pacjentki. Będziemy potrzebować krew.  Anna straciła jej bardzo dużo.  - zwróciła się pielęgniarka do blondyna.
- Jaką grupę krwi ma Ania?  - odezwałam się.
Pielęgniarka spojrzała na mnie i zrobiła duże oczy.  Jakby co dopiero teraz mnie zauważyła. A może właśnie tak było?
- 0. Pacjenta ma grupę krwi 0.  A kim pani jest? - powiedziała już z normalną miną
- Chyba jej siostrą. Prawie na pewno.  Tez mam taką grupę krwi. Ja chcę oddać Ani krew.
Dawid spojrzał na mnie jakby nie wierzył w to co słyszy. Paweł patrzył się z otwartą buzią.  No proszę was.Czy właśnie tego nie powinnam zrobić. Ja myślę, że tak właśnie to muszę zrobić. Pomoc siostrze. Nastąpiła cisza. Czułam się niezręcznie.  Sama nie wiem dlaczego
- Dobrze w takim razie proszę za mną. Nie mamy chwili do stracenia. - pielęgniarka przerwała w końcu ciszę.
Zaprowadziła mnie do jakiegoś gabinetu.
- Lekarz musi panią zbadać. - oznajmiła mi pielęgniarka i wyszła.

 Przepraszam za wszystkie błędy.  Wstawiam rozdział z telefonu, wiec trochę trudniej jest mi jeszcze raz sprawdzić błędy. Wybaczcie... dziękuję wam za komentarze. Chociaż trochę mi przykro, bo widzę ile jest wyświetleń na każdym rozdziale, a komentuje tylko kilka osób. Dziękuję im za to, ale proszę resztę jeśli tu wchodzicie zostawcie po sobie komentarz.  Chociaż króciutki. 

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 6

Obudziłam się, a Dawida nie było przy mnie. Byłam rozczarowana, ale gdy z dołu usłyszałam głos pani Magdy zrozumiałam wszytko. Nie mogę się pogodzić z wczorajszymi wiadomościami. A może to nie jest moja siostra? Nie. Musi być moją siostrą i do tego bliźniaczką.  Byłam identyczna, jakbym patrzyła w moje lustrzane odbicie.  Byłam w szoku.  Nie potrafiłam nic zrobić. Postanowiłam nie mieć z Anną żadnego kontaktu.  Jeśli dotąd mogłam być bez siostry to teraz też dam radę.  Nie chce jej znać. Porównajcie moje życie i mojej rzekomej siostrzyczki. Ja wychowałam się w domu dziecka, nie wiem co to miłość rodziców do dziecka, nie wiem jak to jest mieć rodzeństwo. Życie nauczyło mnie walki o swoje. Nic nie dostałam za darmo.  Pokazało mi jak okropni są ludzie. Moje próby ucieczki z sierocińca, wredne koleżanki. A moja siostra? Wychowała się jako dobra panienka z bogatej rodziny.  Miała wszytko czego chciała. Pieniądze, zachcianki,  ciuszki. To wszystko wieczorem opowiedział mi Dawid.  I gdzie do cholery sprawiedliwość? No kurwa gdzie?
- Angela! Idziesz na obiad? - zawołała pani Magda.
Obiad? Obiad?  Zerknęłam na zegarek. 13.25. Co??? No nie wierzę, jak mogłam tak długo spać?
- Oczywiście, zaraz zejdę! - opowiedziałam wstając z łóżka.
Jak najszybciej wykonałam poranną toaletę. Ubrałam się i w pośpiechu zeszłam na dół. Pani Kilińska jak zawsze pięknie wyglądała w nienagannym stroju. Dawid uśmiechnął się do mnie słodko. Wyglądał cudownie. Przystojniak.

Brunet nie mógł się napatrzeć na Angelikę. Była piękna i taka bezbronna.  Chłopak nawet nie wyobrażał sobie ile w życiu przeszła.
- Dzień dobry. Bardzo przepraszam, że tak długo spałam. - zaczęła Angelika. Była zakłopotana.
- Nie szkodzi. Czasami można dłużej pospać. - opowiedziała mama chłopaka - A teraz jedz po wystygnie - pani Magda była taka dobra i troskliwa. Zawsze marzyła o dłużej rodzinie.  Los jednak obdarzył ją jednym dzieckiem, właściwie dwojgiem tylko to drugie straciła. Dawid miał 3 latka, rodzice zostawili go babci pod opieką, a sami pojechali na wycieczkę. Rodzina Kilińskich miała się powiększyć. Żona pana Marcina -  Magda była już w 7 miesiącu ciąży.  Byli szczęśliwym małżeństwem, kochali się. Niestety przez pracę i obowiązki rzadko mogli razem spędzać czas, więc stwierdzili, że wyjazd to wspaniały pomysł. Jechali samochodem i pijany kierowca uderzył w nich. Pani Magda była w ciężkim stanie i straciła dziecko, a jej mąż zginął na miejscu. Nie potrafiła się z tym pogodzić.  Obwiniała wszystkich o to co się stało. Z biegiem czasu zaczęła postrzegać wszytko inaczej. Cały swój czas poświęcała synkowi. Nie chciała żeby bym jedynakiem, więc zaczęła się starać o adopcje. Niestety nic z tego nie wyszło.  Próbowała wiele razy. Regularnie odwiedzała sierociniec. Zawsze chciała pomóc Angelice. Wiedziała, że dziewczyna jest zagubiona, samotna i nieufna. Zanim zdobyła jej zaufanie minęło dużo czasu.  Tak naprawdę pani Kilińska już od dawna starała się o to aby Angela mogła z nią zamieszkać. Tak naprawdę znała Angelikę od niemowlaka.  Dziewczynie powiedziała o tym kiedy wszytko było już ustalone nie chciała jej potem gdyby coś nie wyszło rozczarować. Teraz Angelika jest z nią. Tak pani Magda dotrzymała dawno złożonej obietnicy.
- Mm... pyszne. Musi mnie pani nauczyć tak gotować -  blondynka zachwalała potrawę.
- Oczywiście jeśli chcesz możesz ze mną gotować - opowiedziała z uśmiechem
Po posiłku Angelika pozmywała naczynia. Uważała, że powinna coś robić w tym domu, pomagać.
***
- No to mamy koniec ferii...  westchnęłam pakujące książki do plecaka.  Chciałam sprawić jak najlepsze wrażenie w nowej szkole. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Idealnie ułożyłam długie, blond włosy. Niebieskie, duże oczy podkreśliłam kredką i delikatnie nałożyłam tusz na rzęsy. Usta pomalowałam brzoskwiniowym błyszczykiem. Moim ulubionym. Niestety musiałam ubrać szkolny mundurek, ale to nic podobałam się sobie. Przytyłam ostatnio trochę co dobrze mi zrobiło, wcześniej byłam stanowczo za chuda. Ostatni raz zerknęłam w lustro i zbiegłam na dół.  Dawid już na mnie czekał. Wzięłam tylko śniadanie do szkoły i poszłam do auta.
- Sorki, że tak długo. - powodziałam do Dawida wsiadając do samochodu.
- Dziewczyny będą ci zazdrościć
- Co? Czego? - zapytałam zdezorientowana
- Ty nawet w szkolnym mundurku wyglądasz zjawiskowo - powiedział Dawid z uśmiechem i odpalił samochód.  Ja oblałam się rumieńcem.  Chłopak miał takie śliczne dołeczki jak się uśmiechał. Podobało mi się to. W ogóle był bardzo przystojny.  Wysoki brunet,  o ciemno brązowych oczach. Miał ślicznie wykrojone usta i te dołeczki. Był dobrze zbudowany, ale nie przesadnie. Pewnie ćwiczył. Dojechaliśmy do szkoły, bardzo się denerwowałam. Umówiłam się z Dawidem, że do domu pójdę pieszo. On kończył później lekcje, a nie chciałam na niego czekać Co prawda miałam 3 km, ale chciałam się przejść. Szkoła mile mnie zaskoczyła.  Moja wychowawczyni była bardzo miła. Koleżanki i koledzy z klasy też.  Tylko jedna dziewczyna była dziwna i niemiła. Ale nie przejęłam się nią. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z Mariką. Z taką bardzo gadatliwą i wesołą dziewczyna. Spodobał mi się je pogląd na wszytko. Niczym się nie przejmowała. Marika pokazała mi całą szkołę i zapoznała mnie z planem lekcji. Polubiłam ją.  Po szkole tak jak sama chciałam pieszo szłam do domu. Byłam wesoła, a długo taka nie byłam. Ciągle myślałam o siostrze, ale postanowiłam nie mieć z nią żadnego kontaktu.  Nie chcę jej znać.  Nigdy nie miałam siostry i teraz też nie potrzebuję jej. Pani Magda nic nie wie o spotkaniu z Ania. Prosiłam Dawida żeby nic nie mówił. Na razie tak będzie lepiej.  Chociaż brunet uważał, że jego mama powinna wiedzieć.  Szłam i nuciłam jakoś piosenkę. Sama nie wiem skąd ją znałam. Byłam taka wesoła o beztroska. Jak nigdy, czułam się wspaniale.  Oczywiście moje szczęście nigdy nie trwa długo. Przyzwyczaiłam się do tego. Ale to co zobaczyłam przeraziło. Wysoki,  ciemnowłosy mężczyzna świdrował mnie wzrokiem. Usta wykrzywione miał w złośliwy,wstrętny uśmiech. Bałam się. Wszystkie złe wspomnienia wróciły,  poczułam przypływ negatywnych emocji.  Nie mogłam się ruszyć. Była w amoku.  Łzy zaczęły płynąć po policzkach. Dlaczego to właśnie mnie zawsze spotykają takie rzeczy?

Chciałam wam w tym rozdziale przybliżyć trochę sytuacje rodziny Dawid. Dodałam tez nowa postać. Postaram się trochę więcej o niej napisać w kolejnym rozdziale. Dziękuję wam za komentarze, są nieliczne ale cieszę się, że w ogóle jakieś są.  I proszę jeżeli to czytacie skomentujcie!!! :))

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 5

* Dawid *
,,O kurwa" - pomyślał chłopak.  ,,Są identyczne to muszą być siostry. "
Dawid musiał pobiec za Angelika.  Jest teraz na pewno załamana.  Ale nie mógł się ruszyć z miejsca.  Po policzkach Anny spływały łzy.  Paweł przytulał ją, sam nie wiedział co się dzieje.  Czas jakby stanął w miejscu. W końcu Dawid wybiegł poszukać Angeli.
* Angelika *
Łzy... nie mogłam ich pohamować.  Mam siostrę?  Nie,  kurwa nie. To nie możliwe.  Nogi bolały mnie od obcasów już nie mogłam dalej iść. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Usiadłam na jakąś ławkę. W parku do którego doszłam.  Było tak bardzo zimno, a ja nie wiedziałam gdzie jest dom. Nie zapamiętałam drogi.
* Dawid *
Chłopak nie mógł znaleźć Angeli.
- Gdzie ona jest? Cholera jeszcze coś jej się stanie.
Właśnie teraz zdał sobie sprawę z tego jak bardzo się o nią martwił.  Było zimno, padał śnieg, a Angela jest gdzieś sama. W nieznanej jej okolicy.
* Angelika *
Czułam jak moje zły na policzkach dosłownie zamarzają. Było mi tak zimno.  Nagle poczułam jak siada obok mnie.  Obracałam się powoli. Dawid! Wtuliłam się w niego.   - Już dobrze skarbie - powiedział pomagając mi wstać - jest ci bardzo zimno?
- Yhym... - zdołałam tylko tyle wymamrotać.
Nie potrafiłam stać o własnych nogach. Dawid to zauważył.  Wziął mnie na ręce i niósł.  Było mi strasznie głupio, pewnie byłam bardzo ciężka.  Dawid zaniósł mnie do samego samochodu.
***
* Dawid *
Biedna Angelika. Chłopak niósł ją po schodach do jej pokoju. Położył ją na łóżku, zdjął buty i zapytał czy coś potrzebuje.
- Chcę się przebrać i bardzo chce mi pić. - powiedziała słabym głosem Angelika.
- Przyniosę ci wodę - opowiedział chłopak
Gdy wrócił Angela była w łazience. Zanim pójdzie spać chciał upewnić się czy wszytko w porządku.  Dziewczyna długo nie wracała, wiec 19 - latek sam poszedł wziąć prysznic.
* Angelika *
Gorąca woda była taka przyjemna. Zmywała ze mnie wszystkie smutki. Nie chciałam wracać do zimnej rzeczywistości. Ale musiałam owinęłam się w ręcznik i umyłam szybko zęby.  Zastanawiałam się co robi Dawid.  Ubrałam się i poszłam do mojego pokoju.  Dawid siedział na łóżku bez koszulki tylko w samych spodniach od piżamy.
- Sorki, że tak długo.  Nie musiałeś czekać. - powiedziałam chociaż bardzo cieszyłam się, że tu jest.
- Chciałem tylko upewnić się czy wszytko w porządku.  - odpowiedział Dawid. - To co idziesz spać? - zapytał
- Jasne. Dobranoc. -powiedziałam
- Dobranoc. - opowiedział Dawid
Wychodził już pokoju, otwierał drzwi.
- Dawid? - zaczęłam
- Tak?
- A nie mógł byś ze man zostać? Proszę. - zapytałam. Co ja właściwie wyprawiam?
* Dawid *
Co?? Zostać? Chłopak wiedział, że nie powinien.  Nie mógł tego zrobić, a jednak położył się do Angeli. Ona się uśmiechnęła. Trzymał w ramionach najpiękniejszą dziewczynę na świecie.

Przepraszam za tak krótki rozdział i za wszystkie błędy. Ostatnio nie miałam czasu pisać, więc rozdział jest co dopiero teraz. Jeszcze raz bardzo mocno was proszę o komentarze.  Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy jak ktoś doda komentarz.  Serdecznie dziękuję za komentarze autorce bloga: http://pure-love.blog.onet.pl ;***

środa, 25 marca 2015

Rozdział 4

Rozdział 4
* Dawid *
Angela wyglądała pięknie. Dawid musiał jej to powiedzieć, ale ona się zawstydziła. Nie odezwała się ani słowem. Przy obiedzie tez mało mówiła. ,,Muszę nawiązać z nią jakiś kontakt." Pomyślał chłopak. Zapukał do pokoju Angeli
- Proszę - zawołała dziewczyna
- Chciałabyś pojechać ze mną do miasta? - zasugerował Dawid
- Yy... jasne, mogę - nieśmiało odpowiedziała Angelika
- Świetnie! To co za 10 minut w aucie?
- Okay...
* Angelika *
Mam jechać z nim do miasta? Kurde na co ja się zgodziłam.  Dziwnie się czuję w jego towarzystwie, a przecież prawie się nie znamy.  Wyszłam z domu i szłam w kierunku samochodu. Dawid już w nim siedział.
- To co jedziemy?  - zapytał mnie Dawid
- Ta... możemy już jechać - opowiedziałam
Wcale się nie cieszyłam, że z nim jadę. Czułam się taka spięta.
- Słuchaj mam sprawę, bo mój kumpel organizuje imprezę. Taką wiesz zwykłą domówkę. Może chciałabyś ze mną pójść? Poznałabyś znajomych ze szkoły.  Paweł ten mój kumpel chce przedstawić swoją dziewczynę. Wnioskując z jego opowiadań jest chyba całkiem miła, więc może się zaprzyjaźnicie. - wygłosił swój długi monolog Dawid
Milczałam. Co miałam powiedzieć? Nie chcę iść z Dawidem na tą imprezę. Zawsze bałam się zawierać nowe znajomości.
-Angela... jeśli nie chcesz to nie musisz iść. Wiesz o tym prawda?
- Pójdę z tobą - odpowiedziałam.
Kurwa co ja wygaduję? Zwariowałam?
- Jesteśmy - powiedział Dawid z uśmiechem, parkując przed galerią handlową
- Super - odpowiedziałam właściwie bez entuzjazmu
- To ja pójdę po parę pierduł, które mam kazała kupić. - oznajmił chłopak
- Jasne,  oczywiście to może ja pochodzę po sklepach...
- Okay
I co miałam właściwie robić? Dawid poszedł, a ja nawet jak chciałabym coś kupić to przecież nie mam kasy.  Chociaż pooglądać i poprzymierzać mogę chyba co? Znalazłam taką śliczną,  czarną sukienkę. Leżała na mnie po prostu super. Nie była jakaś elegancka,  ale śliczna ze złotymi wstawkami.  Musiałam ją odłożyć nie miałam pieniędzy. Byłam zła. Poszłam do samochodu i czekałam na Dawida. W końcu przyszedł, otworzył mi samochód. Wsiadłam do auta, a 19-latek położył mi torbę z tą czarna sukienką na kolana.
- Dawid co to jest?  - zapytałam zdezorientowana
- Sukienka chyba ci się podobała i ślicznie w niej wyglądasz. - odpowiedział z uśmiechem
- Tak podoba mi się,  ale nie mogę tego wziąć. - powiedziałam
- Owszem możesz,  bo kupiłem ją dla ciebie - powiedział jak gdyby nigdy nic i odpalił samochód
- Dawid ty zwariowałeś!  Nie chcę tego! Nie mogę wziąć od ciebie tej sukienki.
- Możesz... Angela przestań proszę już ją masz więc nie krzycz. - powiedział spokojnie Dawid i słodko się do mnie uśmiechnął
- Ale... dziękuję.
***
Ubierałam się właśnie na imprezę, na którą idę z Dawidem. Pani Magda musiała pilnie gdzieś jechać. Powiedziała tylko, że nie mamy za późno wracać i dała mi pieniążki.
Ubrałam się w nową sukienkę tą od Dawida i do tego czarne szpilki i rajstopy w końcu był luty.  Właściwie to były moje jedyne szpileczki. Mówiłam wam już,  że moja garderoba jest uboga? Zrobiłam make-up, wyciągnęłam z szafy kurtkę i zeszłam na dół.
- Wow! Ale się odstawiłas. Pięknie. - pochwalił mnie Dawid
- Dziękuję - wymamrotałam ramieniąc się
***
Ten kolega Dawida ( chyba miał na imię Paweł) musiał mieć dużo forsy miał wielką chatę. Już na zewnątrz robiła wielkie wrażenie. Kiedy weszliśmy do środka do już w ogóle robiła wrażenie. Teraz kiedy zobaczyłam jak ubrani są ci ludzie bardzo cieszyłam się, że Dawid kupił mi tą sukienkę.
- Paweł! Hey! - zawołał Paweł do chłopaka stojącego przy barku.
Zostałam trochę z tyłu nie weszłam z Dawidem dalej. Udawałam, że szukam czegoś w kurtce. Nie widziałam ich, ale słyszałam ich rozmowę.
- Cześć Dawid! Nie odzywasz się ostatnio w ogóle. A jak ta dziewczyna, którą z tobą mieszka? Mam nadzieję, że przyszła z tobą.- mówił Paweł
- Tak, tak jest tu ze mną zaraz ją poznasz. - powiedział Dawid - Angela! - zawołał mnie
- Tak już idę! - odpowiedziałam
- O, a to jest Anna moja dziewczyna - oznajmił Paweł kiedy wchodziłam do pomieszczenia, w którym rozmawiali
I wtedy doznałam szoku.  Paweł to był ten chłopak, który zaczął całować mnie wtedy na mieście.  A dziewczyna? Boże jakbym patrzyła w lustro. Identyczna. Patrzyła się na mnie z otwartą buzią. A ja po prostu wybiegłam na dwór i szłam przed siebie.

Przepraszam, że tak późno.  No ale jest. Nie wiem jak mi wyszedł. Chyba nie najgorzej. ;***

wtorek, 24 marca 2015

Rozdział 3

Minął miesiąc. Mam dość mojego nudnego, beznadziejnego życia.  Niedawno skończyłam 17. Żadnej imprezy nie było. Niby jak i gdzie miałabym ją zrobić? Nie mam tak cudownego życia jak większość moich rówieśników. Dzisiaj w końcu wydarzyła się jakaś dobra rzecz. Zamieszkam u pani Magdy. Akurat są ferie zimowe co znaczy, że będę miała trochę czasu zanim zacznę chodzić do nowej szkoły i w ogóle. Głupio taj się przenieść to innej szkoły w trakcie roku szkolnego. Ale trudno nic na to nie poradzę. Jakoś specjalnie nie żałuję zmiany szkoły. Nie miałam tam żadnych znajomych, a nauczyciele byli nie do zniesienia.
***
Właśnie przekraczam próg domu pani Kilińskiej.  Piękny... Zaraz jak się wchodzi widać ogromny salon i jadalnię. Wszystko w stonowanych odcieniach brązu. Tak przytulnie. W salonie jest kominek. Ogromna plazma, skórzane sofy,  mały...
- Angela to jest mój syn Dawid.  - przerwała mój opis pani Magda.
Syn??? Chyba jakieś żarty. Pani Kilińska ma syna? No nie wierzę.  Myślałam,  że nie może mieć dzieci dlatego myślała o adopcji.
- Cześć. - wybąkałam z sztucznych uśmiechem na twarzy
***
* Dawid *
Hey.- odpowiedział dziewczynie - Angelika tak?
Tak - odpowiedziała krótko
Dawid nie spodziewał się tak ślicznej dziewczyny. Próbował wybić matce  pomysł z stworzeniem rodziny zastępczej głowy. Teraz cieszył się, że jego rodzicielka postawiła na swoim. Angelika jest cudowna.  Długie blond włosy, duże błękitne oczy, śliczne usta. Wyobraził sobie jakby ją całował. Stop! ,, Będę myśleć o niej jak o siostrze lub przynajmniej jak o kimś z rodziny" powtarzał sobie w myślach.
- Dawid zaprowadź Angelike do jej pokoju, a ja przygotuje obiad - odezwała się pani Magda
- Jasne - odpowiedział bez wahania chłopak
Zaprowadził dziewczynę do jej pokoju, a ona nie odezwała się ani słowem.
- Jak będziesz coś potrzebowała jestem zaraz obok - oznajmił Dawid
- Jasne okay dzięki - opowiedziała Angela
***
* Angelika *
Pokój jest przepiękny.  Fioletowo - szary z czarną tapetą.  Białe łóżko, meble i lustro.  Na środku biało - czarny dywan.  Biurko, półeczki, fioletowa sofa. Pięknie po prostu pięknie.
- cudownie - powiedziałam na głos
Zaczęłam się rozpakowywać.  Nie miałam dużo rzeczy. Tylko najważniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy. Kiedy się już rozpakowałam. Wyszłam na balkon, który miałam w pokoju. Widok był cudowny. Sama przyroda nie to co w mieście.
- Angelika,  Angela zejdź na dół - wolała mnie pani Magda
- Dobrze. Już idę. - krzyknęłam
Szybko się przebrałam.  Ubrałam moją najlepszą sukienkę w kwiaty, balerinki, rozpuściłam moje długie włosy.  I zeszłam na dół.
- Ślicznie wyglądasz - szepnął do mnie Dawid
I jest kolejny rozdział.  Nie wiem jak mi wyszedł.  Przepraszam za błędy i proszę niech ktoś skomentuje.  Błagam ;**

poniedziałek, 23 marca 2015

Informacja


Ostatnio czytałam wiele świetnych blogów.  I stwierdziłam, że ja też mogłabym coś napisać.  I zaczęłam.  Nie wiem jak mi idzie, bo nie ma tu żadnych komentarzy.  Proszę was napiszcie cokolwiek.  Widzę przecież, że blog jest wyświetlany, wiec chyba ktoś tu musiał zajrzeć.  Tylko dlaczego nie zostawił po sobie żadnego komentarza? ;( Bardzo bym chciała poznać czyjąś opinie na temat mojego bloga. Jeżeli nikt nie będzie tego komentował to znaczy, że nie interesuje go to opowiadanie. Skoro nikogo nie będzie interesować to po co mam cokolwiek publikować?
Smutna autorka bloga ;(

Rozdział 2

Poniedziałek rano. Cholerny budzik! Kurwa!  No ale wstać musiałam miałam szkołę. Powiem wam że nie uczę się źle co nie zmienia faktu że nie lubię chodzić do szkoły.
Szkoła jak zwykle.  Zaczęło się już na pierwszej lekcji.  Pani Adamska zrobiła nam kartkówke. Potem miałam J. polski.  Rozmyślałam o tym jak mało wiem o moim własnym życiu.  Opowiem wam tyle co mi odpowiedziano.  Moja matka miała 18 lat kiedy mnie urodziła. Zmarła przy porodzie. Nie wiedziała kto jest ojcem nie miała żadnej rodziny wiec trafiłam do domu dziecka. Znaleziono mnie porzucona w jakimś lesie. To zabolało najbardziej. Obok leżała karteczka z moim imieniem i nazwiskiem.  Tyle wiem, tyle mi powiedziano.
***
Dzisiaj rozmawiałam z panią Magdą Kilińską. To taka miła, drobna kobietka około 40. Lubię ją. Często nas odwiedza.  Starała się kiedyś o adopcje takiej małej dziewczynki,  ale nie udało jej się.  Nie rozumiem tego! Jakieś dziecko mogło mieć dom,  rodzinę a oni tak po prostu odmawiają. Dla mnie to jest chore... Stwierdzili, że pani Magda jest samotną kobietą, bo nie ma męża.  Właściwie nie wiem dlaczego. Nie ma odpowiednich dochodów.  I co z tego? Nie mogą tego zrozumieć, że nie jest to ważne.  Dziecko miałoby kochającą mamę. Zresztą ja nie o tym chciałam mówić. W każdym razie rozmawiałam z nią. I nie mogłam uwierzyć w to ci powiedziała.
- Angela skoro nie pozwalają mi na adopcje to może zgodzą się na rodzinę zastępczą jak myślisz?  - zapytała mnie z nadzieją
- Myślę, że warto spróbować. Powinni się zgodzić. - opowiedziałam zgodnie z tym co myślałam
- Bardzo bym chciała. Marzę o tym. Kochanie i chciałbym abyś to ty ze mną zamieszkała - poinformowała mnie o tym z uśmiechem
Co??? Nie no nie wierzę. Tylko czy ja chce? Zawsze marzyłam o tym gdy byłam mniejsza. Ale teraz?
- Ja nie wiem co powiedzieć... jest pani wspaniała - odpowiedziałam pomimo moich przemyśleń
Tak wiem co sobie teraz myślicie.  Miało być ciekawie a tu nic.  Ale w kolejnym rozdziale będzie nowa postać, która stanie się bliska dla Angeli. Proszę was o jaki kolwiek komentarz.  Możecie nawet krytykować ale ważne żeby był. ;)))

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 1

Dni mijały. Ja wróciłam do domu dziecka.  Czułam się okropnie.  Nie chciałam żyć.  Co to jest w ogóle za życie? Za 2 tygodnie skończę 17. Jestem taka młoda, a chciałabym już umrzeć.
Wyszłam do parku. W każdy weekend mogłam wyjść gdzieś sama.  Spacerowałam I nagle... jakiś debil zaczął mnie całować.  Pojebało go? Dałam mu w pysk.
-Ana kochanie co ty robisz? Co jest? - powiedział zmieszany.
Jaka Ana? Cholera co za idiota.
- Nie jestem żadną kurwa Aną!  - krzyknęłam
I pobiegłam jak najdalej od tego kretyna.
Usiadłam na moim łóżko rozmyślając. Co to miało w ogóle być? Jaka Ania? Właściwie czym ja się przejmuje pomylił mnie pewnie ze swoją dziewczyną o tyle. Ale... przecież patrzył na mnie. Był pewny, że jestem jego Aną.  Mogłam być aż tak podobna do jakiejś dziewczyny?

Tak wiem nie jest za ciekawe ale postaram się obiecuję.  I wiem ze nie potrafię dobrze pisać. Pewnie jest pełno błędów. Najmocniej was za to przepraszam. 

Prolog

Otworzyłam oczy. Światło raziło. Byłam w jakimś białym, dziwnym pomieszczeniu. Zamknęłam ponownie oczy. Miałam za ciężkie powieki. Chyba znowu zasnęłam.  Kiedy się obudziłam stała nade mną jakaś kobieta na biało ubrana.
-Dzień dobry Angeliko.  Jesteś w szpitalu - powiedziałam do mnie ta młoda kobieta - trafiłaś tutaj z powodu nadużycia alkoholu. A teraz zawiadomienie lekarza o tym, że się obudziłaś.
Chciałam uciec ale nie mogłam nogi miałam jak z waty, ból głowy nieznośny. Nie mogłam sobie nic przypomnieć.
- Witaj - powiedział mężczyzna zapewne ten lekarz - muszę cię zbadać
- Boli cię coś?  Jak się czujesz?  - pytał
Milczałam.  Nie chciałam nic mówić. Nie ufałam mu.  Nikomu nie ufałam.
- Angeliko musisz odpowiedzieć na moje pytania.  Inaczej nie będę w stanie ci pomóc
Okay. W końcu opowiedziałam mu co mnie boli.  Zbadał mnie, a ta kobieta w białym kolorze dala mi jakąś tabletkę.  Na początku nie chciałam jej. Przełamałam się. Chyba mogę ufać tym ludziom.
Znowu zasnęłam. Obudziła mnie czyjaś rozmowa.
- Nie mogą panowie teraz tam weź.  Pacjentka odpoczywa. - to był głos tej blondynki w białym ubraniu.
- Proszę pani my wykonujemy swoją pracę. Proszę nas wpuścić. - powiedział jakiś mężczyzna
- Ale... muszę zapytać doktora- odpowiedziała
Nie słuchali jej. Weszli do moje sali.  Kurwa czego oni chcą? Byłam prawie pewna tego kogo zobaczę. No tak stanęło nade mną dwóch policjantów.
- Dzień dobry.  Lubińska Angelika tak? - mruknął jeden z nich. Ten bardziej przy kości.
- Tak. Czego chcecie?
Musieli wszytko spisać.  I bla bla bla... zmęczyła mnie rozmowa z nimi. Wiec znowu zasnęłam.
Wiem na razie nudne ale uwierzcie będę się starała to rozkręcić.  Nie jestem dobra w pisaniu co dopiero zaczynam. Przepraszam za błędy.